Reklama

Prasa o Miedwiediewie: optymizm i sceptycyzm

Wszystkie gazety bez wyjątku komentują wizytę prezydenta Miedwiediewa w Warszawie

Publikacja: 07.12.2010 09:19

Igor Janke

Igor Janke

Foto: Fotorzepa, Ryszard Waniek Rys Ryszard Waniek

Paweł Wroński w „Gazecie Wyborczej” optymistycznie: „Prezydent Miedwiediew leci dziś z Warszawy do Brukseli na posiedzenie Rady Unia Europejska - Rosja. I może tam powiedzieć: "Udaje nam się porozumiewać z Polską". Prezydent Polski jutro poleci na spotkanie z prezydentem Obamą i będzie mógł w Białym Domu powiedzieć: "Zaczęliśmy rozmawiać z Rosją". Odwilż w stosunkach polsko-rosyjskich ułatwia obu przywódcom prowadzenie polityki zagranicznej. Czyni ją domeną narodowych interesów, a nie lęków i resentymentów. Moskwa zainwestowała wiele w odkłamanie przeszłości, zwłaszcza na temat zbrodni katyńskiej. W geście tym nie chodzi tylko o relacje z Warszawą, ale również o początek wyrwania Rosjan z nostalgii za stalinizmem i otwarcia się na Europę, której Moskwa potrzebuje do modernizacji kraju”.

 

 

Znacznie bardziej sceptyczny jest Andrzej Talaga w „Dzienniku Gazecie Prawnej”: „Ocieplenie, nowe otwarcie – zachwytom nad wizytą Miedwiediewa w Warszawie nie ma końca. Brakuje tylko deklaracji o wiecznej przyjaźni. Ocieplenie tymczasem dotyczy głównie sfery werbalnej, a to znaczy, że może szybko przejść w ochłodzenie. Słowa są miłe, ale mają mniejszą wartość niż czyny. A w tych Rosja jest bardziej wstrzemięźliwa, więc i my zachowajmy umiar w kontemplowaniu poprawy. (…) Gesty przemijają, trwalsze są interesy. Rosja Miedwiediewa kochająca Polskę jest wciąż tą samą Rosją, która za Putina nam wygrażała. Ma takie same cele, stosuje tylko inne narzędzia. (…) Kiedy nadepniemy tu Rosjanom na odcisk, wrócą do srogich min, jeśli tylko dostrzegą w tym korzyść. My także mamy interesy na Wschodzie, choćby niedopuszczenie do zdominowania przez Moskwę państw buforowych – Ukrainy, Białorusi i Mołdawii. I podobnie jak Moskwa możemy dowolnie zmieniać język, jakim o nich mówimy”.

Jeszcze bardziej zdystansowany jest Piotr Falkowski w „Naszym Dzienniku”: „Podczas rozpoczętej wczoraj wizyty prezydenta Federacji Rosyjskiej Dmitrija Miedwiediewa Polacy nie doczekali się wyjaśnienia tego, co miało oznaczać deklarowane przez niego wspólne śledztwo w sprawie katastrofy smoleńskiej. Nie doczekali się też gestu na miarę pamiętnego uklęknięcia kanclerza Niemiec Willy'ego Brandta pod pomnikiem ofiar warszawskiego getta w grudniu 1970 roku. Miedwiediew nie był w żadnym miejscu upamiętniającym zbrodnię katyńską ani przy grobach ofiar katastrofy smoleńskiej na Powązkach. Patronował za to podpisaniu szeregu wiążących Polskę na długie lata umów, których negatywne skutki odczują co najmniej dwa pokolenia.”

Reklama
Reklama

Andrzej Godlewski w „Polska the Times” zwraca uwagę, że polska strona wcale nie była zbyt ustępliwa: „W opinii niektórych obserwatorów prezydent Miedwiediew wystąpił wczoraj w Warszawie w roli lobbysty wielkich rosyjskich koncernów, którzy szykują się do ekspansji w Polsce. Możliwe, że ma on takie zadania, bo w innym razie nie zabierałby z sobą szefów Gazpromu, Łukoilu, TNK-BP czy Rosatomu. Ale wczoraj Polska ani nie sprzedała Lotosu, ani nie wyparła się Orlenu, ani też nie zrezygnowała z budowy własnej elektrowni atomowej. Polski rząd chce także gospodarczej współpracy z Rosją, ale nie poświęca projektów kluczowych dla racji stanu za cenę paru symboli”.

Co sądzi „Rzeczpospolita”, mogą Państwo przeczytać w komentarzach Piotra Skwiecińskiego i autora niniejszego omówienia.

Policja
Nietykalna sierżant „Doris”. Drugie życie tajnej policjantki
Materiał Promocyjny
Jak osiągnąć sukces w sprzedaży online?
Warszawa
Rekordowa transakcja w Warszawie. 26 mln zł za trzy apartamenty przy Anielewicza
Kraj
Znieważyli policjantów, a teraz ich przepraszają
Kraj
Odwilż opanuje Polskę. Możliwe wzrosty poziomu wód
Materiał Promocyjny
Presja dorastania i kryzys samooceny. Dlaczego nastolatki potrzebują realnego wsparcia
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama