Pod koniec marca członkowie Platformy Oburzonych zaniosą osobiście do prezydenta Bronisława Komorowskiego apel o zmianę w konstytucji przepisów dotyczących referendum. Tak by musiało ono zostać ogłoszone, jeśli pod wnioskiem o nie zbierze się określoną liczbę podpisów obywateli. Bo w ostatnich latach Sejm niejeden raz zablokował obywatelskie inicjatywy w sprawie referendum.
„Solidarność" i jej sojusznicy, którzy zebrali się w sobotę w historycznej sali BHP w Gdańsku – i nazwali Platformą Oburzonych – mają nadzieję, że dzięki takiej zmianie będą mieli większy wpływ na to, co się dzieje w Polsce.
Dlaczego zerkają w stronę Komorowskiego? – Konstytucję można zmienić jedynie z inicjatywy grupy posłów albo prezydenta. Na posłów nie możemy liczyć – mówi Marek Lewandowski, rzecznik „S". Jego zdaniem zmiana przepisów zbliżyłaby Polskę do dojrzałych demokracji: – U nas nie było ani jednego referendum obywatelskiego, w przeciwieństwie np. do Szwajcarii.
„Oburzeni", czyli prawie 100 organizacji takich jak związki zawodowe, fundacje i stowarzyszenia osób pokrzywdzonych np. przez ZUS, prokuraturę, nadzór budowlany czy polityków, zjechali do Gdańska na zaproszenie „S".
Dziś związek zamierza rozesłać do wszystkich organizacji biorących udział w sobotnim spotkaniu pisma z apelem do prezydenta w sprawie referendum z prośbą o ich podpisanie. Kiedy większość zostanie odesłana, „S" przekaże apel do Pałacu Prezydenckiego.
Szef „S" Piotr Duda zapowiedział w sobotę, że jeśli prezydent nie będzie chciał pomóc, to „oni już wiedzą, co zrobić, by przywrócić Polakom więcej demokracji bezpośredniej". Co miał na myśli? – Pikiety i strajki. Zaczynamy 26 marca strajkiem generalnym na Śląsku – mówi Lewandowski. Zapowiada, że będą dalej walczyć z tzw. umowami śmieciowymi i podwyższeniem wieku emerytalnego.
"Platforma Oburzonych" to platforma nieporozumień?
„S" zabiega o powszechne referenda od zeszłego roku, kiedy wniosła do Sejmu wniosek o referendum emerytalne. Choć podpisało go 1,5 mln osób, Sejm wniosek odrzucił.
– Referendum jest rzeczą podstawową, musimy przywrócić podmiotowość obywatelom – mówił w Gdańsku muzyk Paweł Kukiz (założyciel inicjatywy Zmieleni.pl mający za złe PO przede wszystkim to, że nie wprowadziła jednomandatowych okręgów w wyborach do Sejmu).
Piotr Duda zapowiedział, że celem Platformy Oburzonych nie jest utworzenie nowej partii. Byłoby to zresztą trudne, bo zebrane w sobotę organizacje zbyt dużo dzieli.
– Społeczeństwo jeszcze nie dojrzało do takiego systemu demokracji bezpośredniej – ocenia prof. Janusz Czapiński, psycholog społeczny.
Lepiej wróży tej inicjatywie Wojciech Jabłoński, politolog z UW. – Oceniam ją bardzo pozytywnie. To próba reanimacji społeczeństwa obywatelskiego – tłumaczy. Podobnego zdania jest prezydencki minister prof. Tomasz Nałęcz. – To jest taka energia obywatelska, która się w obecnych trybach politycznych nie mieści – mówił wczoraj w Radiu Zet.
Duda wrócił też do postulatu podwyższenia pensji minimalnej, walki z umowami śmieciowymi. Nie zgadza się też na uelastycznienie czasu pracy.
W liście otwartym ostro skrytykował go prezes Związku Przedsiębiorców i Pracodawców Cezary Kaźmierczak: „Z Pana dzisiejszego wystąpienia wnoszę, że jest Pan bezwzględnym cynikiem i sprawnym demagogiem, bo na idiotę Pan nie wygląda". Życzy mu porażki, bo – jak tłumaczy –wprowadzenie w życie postulatów „S" przyczyniłoby się do potężnego wzrostu bezrobocia.
Kaźmierczak dodaje, że to, co mówił Duda, „przedsiębiorcy mają w dupie".