Tytuły w rodzaju „Bratanek Putina na dywaniku w Warszawie" (komentarz „Rzeczpospolitej") czy "Orban wyjechał, Orbanizm został " ("Gazeta Wyborcza") oddają najlepiej atmosferę wczorajszej wizyty szefa węgierskiego rządu w Warszawie.
"Rzeczpospolita" pisze, że premier Kopacz udzieliła premierowi Węgier reprymendy oraz lekcji historii. Ten obiecał jej, że nie zablokuje unijnych sankcji wobec Rosji. Przy tym przywódcy największych partii w Polsce „potraktowali węgierskiego premiera zupełnie niedyplomatycznie, może nawet ścigali się w okazywaniu, kto bardziej zawiódł się na Orbanie i bardziej nie może mu darować całowania po rękach Putina". Przy okazji – czytamy dalej – określenie „Polak ,Węgier - dwa bratanki" przechodzi do historii.
"Gazeta Wyborcza" przypomina, że Viktor Orban nie tylko nie wierzy w Unię, ale i na użytek swoich wyborców krytykuje Tuska jako członka stronnictwa, które chce izolować Moskwę. "W Europie nie ma silnych przywódców, którzy odważyliby się powiedzieć, że projekt Unii się zatkał" - ogłosił Orban w Warszawie. Analizując wszystkie wczorajsze wypowiedzi Węgra "Gazeta" dochodzi do wniosku, że Orban nie wierzy, aby Unia była w stanie przeciwstawić się agresywnej Rosji.
Wszystko w kontekście wydarzeń na Ukrainie. Nie brak głosów, że Mińsk II był błędem i nie wykluczone, że Barack Obama zdecyduje się na dostawy broni dla Ukrainy. Jak mówi „Rz" amerykański analityk Andrew A. Michta decyzja zapadnie gdy okaże się, czy Europejczycy są zdolni do wstrzymania walk.
Ciekawie brzmi komentarz zachwyconej Orbanem od dawna "Gazecie Polskiej Codziennie". Z przykrością obserwuje ona umizgi Orbana do Kremla, ale dochodzi do wniosku, że winna temu jest UE. Dlaczego? Bo usiłowała zakłócić jego program naprawczy zrujnowanej po rządach socjalistów węgierskiej gospodarki. Zresztą jak donosi "Gazeta Wyborcza" gospodarze Krajowej Izby Gospodarczej, goszczący premiera, określali go jako "polityka kontrowersyjnego, ale skutecznego".