- Wiem, że to radykalne podejście ale nie chce mi się wierzyć, aby ludzie, którzy mają dobrą wolę chcieli zamykać ludzi w kontenerach. Jest mi wstyd, że ktoś taki jest ministrem spraw wewnętrznych i administracji - mówił o Mariuszu Błaszczaku ks. Sowa.

 

Ksiądz Sowa wspominał jak - w ramach, jak to nazwał, wielkopostnych rekolekcji - spędził kilka dni na granicy libańsko-syryjskiej. - Liban - czteromilionowy kraj - przyjął ok. miliona uchodźców. Jeden na czterech mieszkańców to nie jest Libańczyk. I oni sobie dają radę - mówił.

Duchowny ocenił, że skoro polski rząd nie chce przyjmować uchodźców w kraju, to powinien zaangażować się, na znacznie większą skalę, w pomoc uchodźcom w obozach na Bliskim Wschodzie. Stwierdził również, że niechęć Polaków do przyjmowania uchodźców wzięła się stąd, że Polacy zostali zmanipulowani w tym temacie.

- Kościół, jako instytucja, jest jedynym zorganizowanym środowiskiem, które jasno stawia sprawę: pomoc na pierwszym miejscu, uprzedzenia na ostatnim - podsumował.

Pytany o sytuację Kościoła w Polsce ksiądz Sowa podkreślił, że "tożsamość kulturowa, duchowa Polaków to wciąż tożsamość religijna związana z chrześcijaństwem, katolicyzmem". - Ale są też osoby, które z różnych powodów adresują do osób odgrywających dużą rolę w Kościele zastrzeżenia, pretensje. Chrześcijanie w Polsce mają bardzo spluralizowany punkt widzenia na wiele spraw społecznych, politycznych i nie lubią, gdy Kościół próbuje zająć stanowisko radykalne, które wyklucza tych, którzy myślą trochę inaczej - tłumaczył.

Zdaniem księdza Sowy Kościół powinien zabierać głos ws. polityki w ramach tzw. przekazu metapolitycznego. - Odwołuje się on do zasad, idei, imponderabiliów - tu głos Kościoła jest oczekiwany. Nikt nie ma pretensji jeśli Kościół w tym wymiarze stawia sprawę jasno. Jeśli jest dyskusja o ochronie życia to nikt nie spodziewa się, że Kościół wycofa się ze swoimi postulatami. Kościół ma tu bardzo sprecyzowane stanowisko - wyjaśniał.

- Jeśli jednak dochodzi do sytuacji, w której Kościół zaczyna faworyzować jedną czy drugą stronę musi się liczyć z tym, że wybierając partię - czyli część - będzie poddawany krytyce. Tu powinno się zachować zasadę dystansu - zastrzegł duchowny.