O tej sprawie pisaliśmy już na naszych łamach trzykrotnie. Teraz dotarliśmy do pisma z 19 listopada 2019 r., w którym niemiecki urzędnik Peter Lippert z zarządu cmentarzy miejskich w Monachium tłumaczy pełnomocnikowi parafii z Kutna, która chce sprowadzić prochy męczennika do Polski, dlaczego jest to niemożliwe.

Czytaj także: Urny polskich męczenników nie wrócą z Niemiec?

„Strona polska uważa za właściwe i celowe pozostawienie urn w obecnym miejscu pochówku" – relacjonuje stanowisko polskiego MSZ oraz MKiDN Lippert i dodaje, że podstawowym argumentem jest to, „że groby wojenne w Niemczech oraz groby ofiar zamordowanych w obozach koncentracyjnych stanowią trwałe świadectwo" okrucieństwa systemu nazistowskiego wobec „milionów ludzkich istnień". Dalej cytuje polskich urzędników, którzy twierdzą, że „pamięć o barbarzyńskim czasie narodowosocjalistycznych zbrodni może powoli zanikać".

Polacy w korespondencji z Niemcami używają też tezy o konieczności pozostawienia prochów ofiar tam, gdzie zostały one zamordowane. Mają bowiem w ten sposób stanowić przestrogę dla przyszłych pokoleń.

Z tych powodów – według Petera Lipperta – niemożliwe jest wydanie Polsce prochów bł. księdza Michała Woźniaka. Bo skoro nie chcą tego nasi urzędnicy, to wola parafian, którzy zamierzają od wielu już miesięcy sprowadzić do Polski relikwie swojego proboszcza męczennika w ogóle nie jest brana w tej sytuacji pod uwagę. Z pisma, do którego dotarła „Rzeczpospolita", nie wynika, by na podmonachijskim cmentarzu, gdzie w maju br. odnaleziono kwaterę z prochami ofiar obozu koncentracyjnego w Dachau (w tym wielu naszych duchownych), wykonano w ostatnich miesiącach z udziałem polskich urzędników jakiekolwiek oględziny urn i miejsc, gdzie je złożono. A takie właśnie prace (porządkowe i identyfikacyjne) prowadzi obecnie w Niemczech na terenie cmentarza w Fürstenberg gdzie pochowano prochy polskich więźniarek - ofiar KL Ravensbrück Biuro Identyfikacji i Poszukiwań Instytutu Pamięci Narodowej.

Jest to o tyle dziwne, że polscy urzędnicy w korespondencji z Niemcami sami zauważają, że przecież kwatery na podmonachijskim cmentarzu Perlacher powstały w latach 50. XX wieku i od tego czasu były otwierane tylko w 1981 r. i „z tego powodu nie można ustalić stanu zakopanych urn". Dodają jednak, że istnieje realne niebezpieczeństwo, iż podczas ewentualnych oględzin „inne urny mogłyby zostać uszkodzone, co z kolei stanowiłoby zakłócenie spokoju innych pochowanych tam ofiar".

Stanowiskiem polskich urzędników jest oburzony proboszcz z Woźniakowa ks. Józef Pietrusik, który czyni starania o sprawdzenie relikwii księdza Woźniaka.

– Brakuje mi słów, którymi mógłbym określić to, co ci panowie napisali. Kogo w takim razie nasze ministerstwa reprezentują? – pyta.

W sprawę zaangażował się abp Stanisław Gądecki. Spotkał się w tej sprawie z reprezentującym parafię w Woźniakowie mecenasem Stefanem Hamburą.

Autopromocja
Nowość!

Trzy dostępy do treści rp.pl w ramach jednej prenumeraty

ZAMÓW TERAZ

– Arcybiskup chce aktywnie włączyć się w tę sprawę – potwierdza mecenas. – Na razie jednak nie chciałbym ujawniać szczegółów tych działań – dodaje.