Po drugiej stronie linii frontu Kreml wystraszony jest jednak możliwością objęcia władzy nad częścią terytorium Rosji przez opozycję. Ogłosił więc przedterminowe rozpoczęcie wyborów gubernatora Kurska. Nie wiadomo, jak mogą się one odbywać skoro setki tysięcy mieszkańców obwodu uciekły z miejsc zamieszkania (część nawet do Murmańska), ale prawdopodobnie chodzi wyłącznie o efekt propagandowy.
Walki dookoła gazociągu
Wschodnie skrzydło ukraińskiego zgrupowania z kolei oparte jest o miejscowość Sudża, której Rosjanie nie chcą atakować. Znajduje się tam bowiem stacja pomiarowa i przepompownia gazociągu dostarczającego rosyjski surowiec m.in. na Słowację i Węgry. Urządzenia (mimo rozbicia w czasie ostatnich walk połowy instalacji pomiarowych) cały czas pracują, pompując gaz, chociaż wkoło trwają szturmy i ostrzał. Gazprom zapewnia, że nie przerwie dostaw, rosyjska armia trzyma się więc z dala od miasta, gazociągu i stacji pomiarowej.
Jeśli jednak rosyjski lider Władimir Putin zawarł jakieś porozumienia o przesyłaniu gazu w czasie swej ostatniej wizyty w Azerbejdżanie, to gazpromowski surowiec zostanie skierowany rurami na południe, a Rosjanie ruszą do ataku na Sudżę.
Kreml jednak zabrał wojska z frontu do obrony Kurska
Rajd na obwód kurski nie doprowadził do zmniejszenia nacisku rosyjskiej armii w Donbasie. W ciągu każdego dnia wykonuje ona tam po kilkadziesiąt ataków, zajadle posuwając się w kierunku miejscowości Pokrowsk. Po drodze zajęła wioskę Nju Jork, a ukraińskie władz wzywają wszystkich do ewakuacji, obawiając się szturmu na miasto. – Tydzień, dwa – mówią miejscowi urzędnicy o czasie, jaki pozostał na wyjazd z Pokrowska.
Za to zamarł prawie całkowicie front w zaporoskich stepach, w rejonie, gdzie Ukraińcy wbili się rok temu w rosyjską obronę. Od dwóch dni nie było tam żadnego ataku armii Kremla. Wcześniej szef miejscowych władz kolaboracyjnych Władimir Saldo prosił Moskwę, by nie zabierała stamtąd swoich wojsk do obwodu kurskiego. Teraz rozpaczliwie alarmuje, że do frontu zbliżają się ukraińskie rezerwy.