Wczoraj do NATO, najważniejszego - wciąż w to wierzymy, a nawet się w wierze chcemy umocnić - sojuszu wojskowego świata, wstąpiła Macedonia Północna. Jako trzydzieste państwo. Niech chociaż ładny okrągły numer zrekompensuje małemu bałkańskiemu krajowi trudy, które towarzyszyły jego drodze do sojuszu północnoatlantyckiego.
Gdyby nie sprzeciw Greków wobec nazwy (tej już nieaktualnej, bez dodatków) ich sąsiada z północy, to Macedończycy od dekady byliby już w NATO i od jakiegoś czasu prowadziliby negocjacje o przystąpieniu do Unii Europejskiej.
A wejście do instytucji zachodnich to jest cel właściwie wszystkich Macedończyków, przynajmniej to głoszą najważniejsze partie, niezależnie od tego, jaki był ich stosunek do nazwy. Nacjonaliści nie chcieli rezygnować z tej krótkiej, budzącej sprzeciw Grecji: czyli po prostu „Macedonia”.