W obronie swojej rzekomej strefy wpływów Rosja wyciągnęła najcięższą artylerię: od zrywania porozumień z Zachodem i wycelowywania weń rakiet po wizję oderwania Krymu od Ukrainy oraz Abchazji i Osetii Południowej od Gruzji. Wysłała też swoich miliarderów na zakupy akcji zachodnich firm. A rosyjskie miliardy oraz bajeczne złoża ropy i gazu działają na zachodnich polityków jak narkotyk.
Retorykę gróźb dobrze znamy, podobną Moskwa stosowała dziesięć lat temu, gdy NATO podejmowało decyzję o przyjęciu pierwszych krajów postkomunistycznych, w tym Polski, i później – gdy pięć lat temu ważyły się losy krajów byłego ZSRR: Litwy, Łotwy i Estonii. Teraz chodzi o kolejne kraje byłego Związku Sowieckiego.