Przez parę miesięcy, sekundując niezłomnej Julii Piterze z Kancelarii Premiera, usiłowało ono udowodnić, że CBA łamie przepisy, nie przestrzega procedur, a może nawet jest organizacją przestępczą. Jednak wszelkie zarzuty po kolei upadały, choćby ostatnio, kiedy prokuratura po raz drugi umorzyła śledztwo w sprawie wywiezienia przez CBA kart pacjentów ze szpitala MSWiA “z powodu niezaistnienia przestępstwa”. Nie udało się także dotąd udowodnić, że Centralne Biuro Antykorupcyjne działało na zlecenie polityczne, bo ofiarami jego działalności byli przecież także ludzie związani z rządem Kaczyńskiego.