Reklama

Unia jak wirujący bączek

Jeszcze parę lat temu narodowe prezydencje w Unii Europejskiej były świętami dla poszczególnych państw członkowskich.
Piotr semka

Piotr semka

Foto: Rzeczpospolita, Piotr Semka sem Piotr Semka

Przy przejmowaniu przewodnictwa w UE organizowano radosne uroczystości i prezentowano specjalne symbole. Po przyjęciu traktatu lizbońskiego okazało się, że prezydencje nie znaczą już tyle, co kiedyś. Mało tego, dziś Komisja Europejska musi zabiegać o to, aby być informowana o uzgodnieniach podejmowanych przez Niemcy i Francję w sprawach dotyczących całej Wspólnoty.

Nic dziwnego więc, że wczoraj w Strasburgu, przedstawiając plany na czas polskiej prezydencji, minister Radosław Sikorski unikał buńczucznych zapowiedzi. "Kryzys nie może być pretekstem do zamykania Unii Europejskiej" – głosił szef polskiego MSZ, mówiąc o planach przyjęcia Chorwacji do UE. Zabrzmiało to trochę jak komentarz do "paktu dla konkurencyjności", który wspólnie lansują Berlin i Paryż, zmierzając do Europy dwóch prędkości. Polskę niepokoi, że kraje eurolandu mogłyby, nie oglądając się na innych członków UE, prowadzić własną politykę gospodarczą. Nieprzypadkowo więc Sikorski podkreślił konieczność zachowania wolnorynkowych ideałów Unii. Inne priorytety na czas polskiej prezydencji – aktywna polityka wschodnia i bezpieczeństwo energetyczne – były oczywiste.

Zabookuj najlepsze treści na wakacje!

Skorzystaj z promocji wakacyjnej i zyskaj dodatkowe drukowane magazyny: Nauka i Historia.

Twoje rzetelne i obiektywne źródło najważniejszych informacji z Polski i ze świata.

Promocja dotyczy subskrypcji RP.PL na rok.

Reklama
Reklama
Promowane treści
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama