W „Rzeczpospolitej" swoją wizję przedstawił eurodeputowany Paweł Kowal, wcześniej z apelem o plan Marshalla dla Ukrainy wystąpił w brytyjskim „Guardianie" lider nowej polskiej lewicy Sławomir Sierakowski. Obu przyświeca ten sam cel – świat zachodni powinien zainwestować grube miliardy w postawienie na nogi gospodarki ukraińskiej oraz w rozwój instytucji demokratycznych na Ukrainie.
Od nieśmiałych apeli w gazetach do zbawienia Ukrainy droga jest jednak daleka. Ideę planu Marshalla muszą podchwycić ważni politycy Zachodu.
Na razie wspierają Ukraińców, masowo na mrozie walczących o prawa identyfikowane z Zachodem, ciepłym słowem i wyrażaniem nadziei na bezkrwawy przebieg wydarzeń. I przypominają, przynajmniej ci unijni, że umowa o stowarzyszeniu Ukrainy z UE czeka na podpis.
Jeżeli Polska serio traktuje swoje dotychczasowe deklaracje w sprawie postradzieckiego Wschodu, to powinna zawalczyć o ukraiński plan Marshalla. Nie bacząc na to, że jest kryzys, niesprzyjający znajdowaniu miliardów dolarów i euro na pomoc dla innych.
Na początku przekonać do niego jeden duży kraj zachodni, najlepiej Niemcy.
Oczywiście nie chodzi o to, by wpompować pieniądze w interesy oligarchów i polityków ukraińskich, obecnych czy przyszłych. By tego uniknąć, potrzebna jest i kontrola zewnętrzna, i zmiana ukraińskich praw i obyczajów społecznych.
Teraz – gdy nie wiadomo, co wydarzy się jutro, np. czy Janukowycz nie zdławi buntu – niezręcznie to Ukraińcom mówić, ale zmiany związane ?z planem Marshalla będą wymagały mnóstwa pracy ?i wyrzeczeń. Znaczna część społeczeństwa ukraińskiego wykazała jednak w ostatnich dniach wielką determinację. Tym bardziej należy dla nich szykować pomoc.