Reklama
Rozwiń
Reklama

Klęska Janukowycza

Po uchyleniu przez ukraiński parlament dyktatorskich ustaw wydawać by się mogło, że nastąpił swego rodzaju powrót do przeszłości, czyli do stanu sprzed zaostrzenia prawa. Nic podobnego.

Publikacja: 28.01.2014 20:00

Piotr Jendroszczyk

Piotr Jendroszczyk

Foto: Fotorzepa, Waldemar Kompala Waldemar Kompala

Władze były wtedy przekonane, że bunt na Majdanie nie może trwać wiecznie i spacyfikować go będzie stosunkowo łatwo. Dlatego potrzebowały zmian w prawie, które nieoczekiwanie dodały buntowi obywateli nowej energii.

Jeszcze nie tak dawno zarówno odwołanie dyktatorskich ustaw, jak i dymisja rządu Mykoły Azarowa mogły być postrzegane jako gesty dobrej woli czy sygnały pojednawcze ze strony Wiktora Janukowycza. Dzisiaj to już jego klęska: porażka chorej logiki władzy dyktatorskiej, która popełniła nie tylko zbrodnię, ale i karygodny błąd w ocenie sytuacji politycznej. Za to musi Janukowycz nadal płacić.

Nie wiadomo jeszcze jak. Opozycja chce zdobyć realną władzę, czyli pozbawić prezydenta konstytucyjnych prerogatyw. Potrzebna jest zmiana konstytucji. Mało prawdopodobne, aby mógł tego dokonać obecny parlament. Konieczne więc są przedterminowe wybory.

Ale kampania wyborcza w obecnych warunkach grozi dalszą destabilizacją kraju. Przy tym nie wiadomo, kto miałby obecnie Ukrainą rządzić. Opozycja nie chce słyszeć o stanowisku premiera dla Arsenija Jaceniuka.

Jest jeszcze jedna niewiadoma: Moskwa. Przed igrzyskami w Soczi Kreml ma związane ręce i nie może wywołać ani nowej wojny handlowej, ani zastosować innego rodzaju sankcji. Brak już nawet formalnego pretekstu, jakim był niedawno zamiar Ukrainy podpisania umowy stowarzyszeniowej z Unią Europejską.

Reklama
Reklama

Władimirowi Putinowi nie pozostało wczoraj w Brukseli nic innego, jak zapewnienie, że nie wycofuje się z obiecanego Ukrainie kredytu oraz niższych cen gazu.

Tak czy owak Ukraina ma kilka tygodni na znalezienie rozwiązania. Nie jest to dużo i Janukowycz musi zdawać sobie sprawę, że nie może grać na czas. Stracił już kontrolę nad znaczną częścią kraju i odzyskać ją może jedynie, zawierając kompromis z opozycją. I to stosunkowo szybko, jeżeli Ukraina ma być nadal jednym państwem i nie ulec podziałowi.

UE nie ma przy tym Ukrainie nic do zaoferowania. Ani znaczących środków finansowych, ani obietnicy członkostwa. Na stole leży nadal porozumienie stowarzyszeniowe, ale jest to już relikt przeszłości.

Komentarze
Artur Bartkiewicz: PiS, SAFE i Niemcy. Czy interes Berlina musi być sprzeczny z interesem Warszawy?
Komentarze
Michał Szułdrzyński: Ambasadorowie, SAFE i rozbiór Polski. O co chodzi w kolejnej wojnie PiS
Komentarze
Marek Kutarba: SAFE – czego boi się Jarosław Kaczyński?
Komentarze
Bogusław Chrabota: Raport o stanie światowej polityki jest świetnym komentarzem do posiedzenia RBN
Materiał Promocyjny
Historyczne śródmieście Gdańska przyciąga klientów z całego kraju
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama