I choć spotkanie ograniczono do kilkunastominutowego wystąpienia bez możliwości zadawania pytań, Polak zaskarbił sobie przychylność największego – obok Waszyngtonu – zespołu dziennikarzy na świecie. Mówił dość swobodnie po angielsku, z przyzwoitym akcentem, bez kartki. Zdobył się nawet na kilka żartów. Parę słów rzuconych po polsku można uznać za sygnał, że nie ma kompleksów i nie zapomni o interesach swojego kraju.
Rzecz przynajmniej równie ważna, Tusk zdołał wczuć się w punkt widzenia całej Unii, którą w końcu tworzą przede wszystkim kraje zachodniej Europy. Za najważniejsze zadania uznał kolejno „przywrócenie przywództwa w Europie" i „zbudowanie prawdziwej unii walutowej", co z polskiej perspektywy nieraz jest przyjmowane z obawą. W nowej roli Polak będzie jednak przewodniczył spotkaniom przywódców państw strefy euro, dla których stabilność wspólnej waluty jest priorytetem.