Jak piszemy dziś w „Rzeczpospolitej", trzech z nich to bohaterowie afery madryckiej. Trzech kolejnych też musi się jeszcze wyspowiadać przed władzami Sejmu ze swoich wojaży. Trzy ostatnie przykłady dotyczą drobnych naruszeń. A zatem w sumie tłumaczyć się musi sześciu posłów.
To oczywiście źle, gdy osoby, które wybieramy po to, by stanowiły prawo, okazują się podatne na pokusę chciwości. To smutny przykład psucia standardów, których politycy powinni strzec. Gdy jednak spojrzeć na sprawę bez zbytniego idealizmu, okaże się, że zaledwie sześciu posłów na 460 (zatem mniej niż półtora procent) jest na bakier z regułami przyzwoitości. Nie jest to więc aż tak fatalny wynik.