Na dodatek kilka politycznych zaklęć, które rzekomo mają nieść z sobą receptę na uzdrowienie struktur państwa i polityki.
Nie, Polski nie da się odmienić jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki dzięki wprowadzeniu jednoosobowych okręgów wyborczych, obowiązkowych referendów z poparciem miliona obywateli czy powszechnego dostępu do broni. Naprawa państwa wymaga nie tylko palety błyskotliwych pomysłów, ale przede wszystkim zakorzenionej w polskim parlamentaryzmie rozumnej, politycznej siły. To nie prezydent może zmienić Polskę, tylko nasz wspólny, obywatelski wysiłek.
Prezydent bez wątpienia powinien wziąć w nim udział, może nawet stanąć na czele. Mamy prawo się tego domagać, mieć wobec niego takie oczekiwania. Zawsze jednak z pełną świadomością jego konstytucyjnych uprawnień. Dziś, skrępowany obowiązującymi przepisami może w najlepszym wypadku, stosować w rozsądnym wymiarze weto i podejmować inicjatywy ustawodawcze.