W kontekście słów Jarosława Kaczyńskiego o tym, że Polskę stać na miliard dolarów wpisowego do klubu przyjaciół Donalda Trumpa, czyli tzw. Rady Pokoju, i że ten miliard powinniśmy poświęcić, aby „być w jak najlepszych stosunkach ze Stanami Zjednoczonymi” bardzo źle starzeją się wszystkie wypowiedzi polityków PiS o suwerenności cenionej przez nich rzekomo ponad wszystko i o nieuleganiu wpływom możnych tego świata.
Niemcom PiS mówi „nie”, zanim padnie pytanie. Donaldowi Trumpowi chce fundować mini-ONZ, by się nie obraził
Okazuje się bowiem, że suwerenność owszem, tak, ale tylko gdy chodzi o Niemców i Brukselę. Na tym odcinku polityki zagranicznej „nie” PiS jest w stanie wypowiadać, zanim w ogóle padnie jakiekolwiek pytanie. Co innego, gdy chodzi o Stany Zjednoczone. Tutaj, jak widać, lekką ręką PiS jest w stanie wydać niemal 4 mld złotych pochodzących z kieszeni polskich podatników, na spełnienie kaprysu amerykańskiego prezydenta. Trump chce mieć własny mini-ONZ, więc mu go zafundujmy, bo inaczej może się na nas, o zgrozo, pogniewać. Jarosław Kaczyński mówi przy tym – jesteśmy bogaci, stać nas. Najwyraźniej nie jesteśmy jednak – przynajmniej według polityków PiS – na tyle silnym państwem, by było nas stać, aby odmówić udziału w całej awanturze.
Czytaj więcej
Jeśli coś mogło w tym tygodniu pójść bardziej po myśli Rosji, to chyba tylko zbrojna inwazja USA...
Oczywiście można, jak Viktor Orbán, karnie usiąść za plecami Donalda Trumpa i grzecznie wysłuchać, że zakończył osiem wojen, a świat nie dość to docenił. Można kiwać głową, gdy – wbrew faktom – przekonuje, że USA dla NATO zrobiłyby wszystko, ale sojusznicy zapewne nie zrobiliby dla niego nic, mimo że jedyna sytuacja, w której sprawdzono solidarność NATO w historii była sytuacją, gdy m.in. Polacy przelewali krew za USA, a nie na odwrót. Można klaskać, gdy Trump poucza Europę. Można – innymi słowy – wejść w rolę tego, który przy stole wielkich mocarstw stoi za krzesłem Donalda Trumpa czekając na jego skinienie. Ale wtedy nie opowiadajmy o suwerenności.