Reklama

Artur Bartkiewicz: Rzeczywistość AD 2026. Donald Trump musiał zapewnić, że nie zaatakuje Europy.

Jeśli ktoś odetchnął z ulgą po tym, jak Donald Trump zapewnił, że nie weźmie Grenlandii siłą, powinien zadać sobie pytanie o czym świadczy to, że prezydent USA musiał złożyć takie zapewnienie.

Publikacja: 21.01.2026 17:04

Donald Trump

Donald Trump

Foto: REUTERS

Trump nie ogłosił w Davos końca naszego świata. USA nie zaatakują Danii, by zabrać jej Grenlandię, choć – jak zaznaczył prezydent Stanów Zjednoczonych – mogłyby to zrobić i nikt by ich nie powstrzymał.

Reklama
Reklama

Być może Trump liczy, że z wdzięczności Dania sprzeda mu Grenlandię po promocyjnej cenie (bo o pragnieniu posiadania wyspy czy – jak mówi Trump – wielkiej bryły lodu, prezydent USA mówił wielokrotnie). A może liczy, że Europejczykom zrobi się głupio, że USA tak dużo dla nich zrobiły, a teraz żałują Waszyngtonowi głupich 2,1 mln kilometrów kwadratowych terytorium jednego z europejskich państw. W każdym razie nasz wielki sojusznik i gwarant bezpieczeństwa zapewnił, że nie zamierza potraktować nas jak Wenezuelę.

Przemówienie Donalda Trumpa w Davos. W jakim świecie się znaleźliśmy?

Zanim jednak zaczniemy świętowanie, musimy sobie uświadomić w jakim miejscu historii się znaleźliśmy. Stany Zjednoczone, filar powojennego porządku, którego fundamentem była zasada suwerenności i integralności terytorialnej, która miała ochronić nas przed koszmarem III wojny światowej nie kryją irytacji, że mała Dania ma zdanie inne niż potężne Stany Zjednoczone. Tak naprawdę USA w ogóle się z tym zdaniem nie liczą: to nie jest tak, że Kopenhaga wysłała jakieś zbyt subtelne sygnały, które Waszyngton opacznie zrozumiał. Dania (autonomiczne władze Grenlandii zresztą też) mówią: Grenlandia nie jest na sprzedaż. Więc Trump odpowiada: OK, chcę ją kupić. To poszanowanie suwerenności podobne do tego, które okazuje kobiecie mężczyzna przekonany, że jej „nie” oznacza w rzeczywistości „tak”. A jeśli obrońcom światowego ładu światowy ład się najwyraźniej znudził, to perspektywy dla tych, którzy – jak Polska – na tym ładzie opierają swoje bezpieczeństwo nie są najlepsze. Zwłaszcza, że ład, który Donaldowi Trumpowi się najwyraźniej podoba, to prawo silniejszego. A świat, w którym „mała Dania” ma naginać swoją wolę do USA, to świat, w którym również Polska może znaleźć się w sytuacji, w której ktoś uzna, że ma prawo naginać jej wolę. I, co najgorsze, w tym nowym świecie może zabraknąć kogoś, kto odpowiednio głośno zaprotestuje. Bo kto miałby to zrobić?

Czytaj więcej

Francja apeluje o ćwiczenia NATO na Grenlandii. Zgłasza gotowość do udziału
Reklama
Reklama

Grać z Donaldem Trumpem na czas i wykorzystać czas, jaki nam został

Jedyny promyk nadziei po wystąpieniu Trumpa w Davos polega na tym, że być może mamy w Europie jeszcze trochę czasu. Trump na razie tylko pogroził palcem. Pewnie można grać z nim jeszcze na czas. Oczywiście można wykorzystać ten moment czekając na to, że za dwa lata w USA zawieje inny wiatr polityczny i wrócą Stany Zjednoczone, które znaliśmy wcześniej. Rozsądniej będzie jednak czekać na najlepsze i szykować się na najgorsze. A to oznacza, że na Europę nie ma co się boczyć, tylko trzeba zacząć ją budować tak, aby gdy Trump obrazi się ostatecznie za to, iż nie dostał wymarzonego kawałka lodu (albo z jakiegoś innego powodu) i zabierze swoje czołgi i samoloty do własnej piaskownicy nie zostać – nomen omen – na lodzie.

Komentarze
Michał Szułdrzyński: Świat według Donalda Trumpa, czyli rzeczywistość w krzywym zwierciadle
Komentarze
Rusłan Szoszyn: Rada Pokoju Donalda Trumpa. Folwark zwierzęcy 2026
Komentarze
Bogusław Chrabota: Rada Pokoju Donalda Trumpa, czyli potrójna pułapka na Karola Nawrockiego
Komentarze
Artur Bartkiewicz: Grenlandia, suwerenność i Polska. Donald Trump nie pomaga PiS
Komentarze
Michał Szułdrzyński: Grenlandia, cła i NATO. Jak Donald Trump rozbija Zachód
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama