Taki,
skądinąd mieszczący się w sensie
formalnym w porządku konstytucyjnym ruch miałby pomóc choćby w rozwiązaniu
problemu orzeczenia o ważności wyborów prezydenckich przez legalny sąd, a nie
niespełniającą tej definicji Izbę Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych
SN. Z tą ostatnią diagnozą trudno polemizować. Sprawa legalności Izby KNiSP to
symboliczna linia podziału pomiędzy tymi, którzy stoją na stanowisku legalności
przeprowadzonej przez rząd PiS re/deformy wymiaru sprawiedliwości i tymi,
którzy kwestionują cały system opowiadając się przeciw neo-KRS, neo-sędziom,
zmianom w Trybunale Konstytucyjnym, czy SN. A jednak „pomysł” opozycja
Giertycha” wyrywa się tym podziałom. Konstanty Gebert nie wahał się nazwać ten
pomysł w TOK FM „zamachem stanu”, Agnieszka Wiśniewska mówiła w tym kontekście
o „totalnej wojnie społecznej”. Autorytety prawnicze nazywają to prawniczym i
politycznym „awanturnictwem”.