W poniedziałek rano szef gabinetu prezydenta Andrzeja Dudy Marcin Mastalerek zdradził w rozmowie z TVN 24, że jest namawiany do startu w przyszłorocznych wyborach prezydenckich. Choć przyznał, że byłby gotowy podjąć się tego wyznania, uznał, że na razie nie będzie więcej spekulował na ten temat. – Przede wszystkim dziś jest końcówka kampanii do europarlamentu. Decyzje w sprawie kandydowania w wyborach prezydenckich trzeba podejmować między listopadem i lutym. I wtedy trzeba będzie o tym rozmawiać – powiedział w rozmowie z Konradem Piaseckim.
Dlaczego Andrzej Duda i jego otoczenie próbowali kusić Donalda Tuska startem w wyborach 2025?
Czy prezydencki minister, złośliwie nazywany przez krytyków wiceprezydentem, niniejszym składa akces do udziału w wyborach 2025 roku? By odpowiedzieć na to pytanie, warto przyjrzeć się kalkulacjom, jakie pojawiają się po prawej stronie sceny politycznej. Przez ostatnie tygodnie można było obserwować proces, który nazwać by można kuszeniem Donalda Tuska do startu w przyszłorocznych wyborach. Dlatego Andrzej Duda i jego współpracownicy kilka razy zarzucili mu, że… tchórzy przed prawicą. Prawica chce przekonać, że Donald Tusk miał możliwość w 2020 roku stanięcia w szranki z Andrzejem Dudą, ale obawiał się przegranej.
Czy to prawda? Nie, nie chodzi zupełnie o prawdziwość tej tezy, lecz o jej moc perswazyjną: jeśli nie jest prawdą, że stchórzył w 2020, to niech zmierzy się z kandydatem prawicy w 2025 roku. W ten sposób część prawicy, na czele z samym Dudą, chce wciągnąć Tuska w pułapkę, licząc, że premier, który już wcześniej przez siedem lat sprawował urząd prezesa Rady Ministrów, który w dodatku teraz po półtora roku urzędowania będzie miał tak duży elektorat negatywny, przegra z reprezentantem wystawionym przez obóz prawicowy.
Czytaj więcej
Marcin Mastalerek nie będzie mi dyktować, kogo mam popierać – napisała na platformie X była premi...
Ale ten pomysł chyba nie zadziałał (choć sam Mastalerek używał hashtagu #cykor2025 tuż przed Bożym Ciałem). Sam Tusk w wywiadzie dla TVP Info zaprzeczył, że zamierza w przyszłym roku kandydować. Oczywiście dla prawicy deklaracja Tuska nie jest żadną świętością, ale znacznie utrudnia wmawianie jemu samemu, jak i opinii publicznej, że to on będzie reprezentował obóz liberalny w przyszłym roku.