Trudno ocenić, co jest bardziej kuriozalne – zachowanie policji podczas sobotniej manifestacji feministek w Warszawie czy jej tłumaczenia. Cała ta historia dowodzi zupełnego chaosu, jaki zapanował w polskiej policji w związku z trwającymi od kilku tygodni protestami przeciw decyzji Trybunału Konstytucyjnego z 22 października. Na początku w ogóle nie reagowała na manifestacje, to znaczy raczej je ochraniała, niż pacyfikowała. Jednak od kilkunastu dni policja bije rekordy brutalności, atakując również obecnych na manifestacjach posłów, których bądź co bądź chroni immunitet. Zdjęcia funkcjonariusza psikającego z bliska gazem w posłankę Barbarę Nowacką staną się pewnym symbolem. Tym bardziej że działania funkcjonariuszy nie składają się w żadną logiczną całość.