Bo czymże innym jest publiczne wskazanie, że dziennikarz krytycznej dla prawicy stacji jest „przedstawicielem Kremla”, jeśli nie donosem, kierowanym, nawet jeśli nie do tej (ta bada rosyjskie „wpływy” do roku 2022), to do jakiejś przyszłej komisji.
Kaczyński w swojej wypowiedzi nie owija w bawełnę, nie sugeruje, że dziennikarz jest pod jakimś „wpływem”, tylko wali wprost, że to przedstawiciel władzy Putina. Zostawiając na boku kwestię czysto ludzkiej godności dziennikarza, czy jakiegoś szacunku dla uprawianego przez niego zawodu, stwierdzenie najważniejszego polityka w kraju, że ktoś jest „przedstawicielem” obcego i wrogiego Polsce mocarstwa to nic innego, jak wskazanie jak i kogo ścigać. Do niedawna trudno było podjąć to dzieło bez odpowiednich kroków prokuratury, czy procedury sądowej.
Czytaj więcej
Podczas konferencji prasowej zorganizowanej w Kopczanach przy murze na granicy polsko-białoruskiej prezes PiS i szef MON przekonywali, że zapora ta...
Od piątku mamy już nowy, choć jeszcze nie w pełni legalny (ustawy nie podpisał prezydent) instrument. Ale jeśli Andrzej Duda przepisy podpisze, na podstawie zachowania prezesa Prawa i Sprawiedliwości wyraźnie widać, jak łatwo dokonać stygmatyzacji, za którą mogą (właściwie powinny) pójść działania komisji. To oczywisty systemowy absurd. Otwarcie nie tyle nawet puszki Pandory, a samych wrót piekieł. Śladem prezesa Prawa i Sprawiedliwości może bowiem pójść każdy wskazując z sensem, czy bez, w sposób uzasadniony, czy nie, osobistych wrogów.
Czytaj więcej
"Redakcja TVN24 stanowczo protestuje przeciw nazwaniu dziennikarza zadającego ważne społecznie pytania 'przedstawicielem Kremla'. To kolejny atak w...
Jak się obronić przed takim pomówieniem? Jak uniknąć zawezwania przed komisję, skoro domniemaną winę wskazał wpływowy polityk? Czy skierowanie sprawy do sądu o pomówienie ma tu jakiekolwiek znaczenie? Żadnego, bo w żaden sposób nie wpływa na pracę komisji.
Czytaj więcej
Przed erą smartfonów, TikToków i youtuberów wśród dzieci popularna była zabawa „w pomidora”. Dziś wśród rządzących Polską dużą popularność zdobywa...
Paradoksem zaś zostaje, że w dniach, kiedy trwa w Polsce debata o tym, czy prezydent powinien podpisać ustawę, sam prezes PiS przedstawił opinii publicznej kluczowy argument, dlaczego te trefne przepisy powinny być wyrzucone do kosza.