Jest swoistym paradoksem, że w przypadku podziału partyjnych pieniędzy obowiązuje zupełnie inna logika niż przy rozdziale miejsc w Sejmie. Ordynacja wyborcza według metody D’Hondta działa bowiem progresywnie – im większa liczba głosów została oddana na dany komitet wyborczy, tym większą liczbę mandatów on dostaje. Podział pieniędzy jest zaś degresywny – im więcej komitet dostanie głosów, tym są one jakby mniej warte. Dla przykładu partia, która nie przekroczy progu wyborczego, ale przekroczy 3 proc., dostaje niemal 6 zł za każdy głos. Tymczasem ta, która dostanie więcej niż 30 proc. głosów – niespełna złotówkę za głos. Degresywny mechanizm finansowania ma w założeniu wyrównywać szanse partii w naszej polityce, ale w obecnej sytuacji może się okazać rozwiązaniem, które wcale nie będzie skłaniać ugrupowań opozycyjnych do startu z jednej listy.