Gdy posłucha się retoryki nowej gwiazdy włoskiej polityki, można mówić o rewolucji. W wypowiedziach Meloni z ostatnich lat wiele jest krytyki unijnych instytucji, przekonywania o konieczności ograniczenia kompetencji Brukseli, czy chwalenia się sojuszem z Polską i Węgrami.

Czytaj więcej

Jędrzej Bielecki: Skrajna prawica podbiła Włochy

W przeszłości Meloni chwaliła Brytyjczyków za brexit i sceptycznie wyrażała się o wspólnej walucie euro. Ale, im bliżej wyborów i im bardziej realna stawała się perspektywa przejęcia władzy, tym ostrożniejszych słów używała. Włochy, mimo że to jedno z największych państw UE, w swojej polityce gospodarczej i zagranicznej mają ograniczoną suwerenność i Meloni szybko się o tym przekona. Rząd złożony z Braci Włochów, Ligi Matteo Salviniego i Forza Italia Silvio Berlusconiego, nie jest też zresztą tak zupełnie egzotyczny patrząc na historię polityczną Włoch ostatnich lat. Od 2018 do 2021 roku rządziła tam przecież koalicja złożona z dwóch partii uznawanych za populistyczne: lewicowego Ruchu 5 Gwiazd i prawicowej Ligi. Ta pierwsza była co prawda bardziej proeuropejska niż partie Meloni i Salviniego, ale z drugiej strony budziła znacznie więcej obaw, jeśli chodzi o kierunek polityki gospodarczej w zadłużonym ponad miarę kraju.

Czytaj więcej

Salvini chce, by cenami energii zajął się ustępujący rząd Włoch

W podstawowych kwestiach na pewno rewolucji nie będzie.

Po pierwsze: stosunek do wojny na Ukrainie. Meloni wypomina się, że była przeciwna sankcjom wobec Rosji po zajęciu Krymu. Ale to było osiem lat temu, a ona sama była wtedy w opozycji. Od ostatniej agresji Rosji na Ukrainę nigdy nie poddawała w wątpliwość ostrego kursu UE wobec Władimira Putina.

Melon Unii nie zmieni, nawet jeśli za sojuszników będzie miała Jarosława Kaczyńskiego i Viktora Orbana

Po drugie, polityka gospodarcza. Meloni, jak każdy włoski przywódca, chciałaby oczywiście wydawać więcej, szczególnie w czasach kryzysu energetycznego. Ale ma tutaj twarde ograniczenia. Nie może przesadzić ze zwiększaniem długu nie tylko dlatego, że mogą jej za to grozić sankcje Brukseli, ale przede wszystkim dlatego, że dług Włoch sięga już 150 proc. produktu krajowego brutto i kolejne zwiększenie mogłoby wywołać panikę na rynku, zwiększając wyraźnie koszty pożyczek dla rządu w Rzymie. Po drugie, ogromnym źródłem finansowania dla Włoch jest teraz unijny plan odbudowy po pandemii. Włochy realizują ambitny plan reform i inwestycji wynegocjowany przez Mario Draghiego. Nawet jeśli Meloni chciałaby dokonać w nim zmian, a tak mówi, to nie zrobi tego bez zgody Komisji Europejskiej. Po trzecie, imigracja. Meloni to zwolenniczka twardego kursu. Ale znów, zmiany wielkiej to nie oznacza. W praktyce i tak UE walczy teraz z napływem imigrantów wszelkimi możliwymi sposobami, często — jak pokazują dochodzenia w sprawie agencji Frontex — z naruszeniem praw człowieka i unijnego prawa.

W praktyce więc jedyna dziedzina, w której Meloni może odcisnąć swoje piętno, to kwestie społeczno-rodzinne. Znany jest jej sprzeciw wobec prawa do aborcji, czy praw osób LGBT. W wymiarze unijnym nic to jednak nie zmieni, bo Bruksela w tej sprawie nie ma kompetencji. Co zresztą świetnie widać na przykładach Polski i Węgier. Biorąc to wszystko pod uwagę wydaje się więc, że Melon Unii nie zmieni, nawet jeśli za sojuszników będzie miała Jarosława Kaczyńskiego i Viktora Orbana.