Z opublikowanych we wtorek prognoz Departamentu Analiz i Badań Ekonomicznych Narodowego Banku Polskiego wynika, że w pierwszym kwartale 2023 r. inflacja, w najbardziej prawdopodobnym scenariuszu, może sięgnąć poziomu ok. 19 proc., a w najbardziej negatywnym – nawet 26 proc., licząc rok do roku. To znacznie więcej niż w czerwcu, kiedy wyniosła 15,6 proc., najwięcej od 25 lat. Ta projekcja zakłada utrzymanie obniżek podatków w ramach tzw. tarczy inflacyjnej do końca października 2022 r. Nie wiemy, czy – a jeśli tak, to na jak długo – rząd zdecyduje się przedłużyć tarczę i przesunąć w przyszłość wynikający z powrotu do podstawowych stawek impuls inflacyjny.
W tym kontekście widać, że Rada Polityki Pieniężnej podjęła ryzykowna grę, podnosząc w ubiegłym tygodniu stopy procentowe NBP o 0,5 pkt proc., zamiast 0,75 pkt proc., jak spodziewał się rynek. Członkowie RPP uznali, że spowolnienie gospodarcze, a nawet możliwa w tym roku techniczna recesja, wykona za nich część roboty i inflacja zacznie hamować sama z siebie. Prezes NBP Adam Glapiński mówił, że szczyt wzrostu cen może nastąpić już niebawem, a Rada zbliża się do końca cyklu podwyżek stóp procentowych.
Czytaj więcej
Prognozy ekonomistów NBP sugerują, że pod koniec 2024 r. inflacja wróci do celu – mówił w piątek prezes tej instytucji Adam Glapiński. Ale prognozy Departamentu Analiz i Badań Ekonomicznych NBP nie wskazują wcale, jak sugerował prezes NBP, że inflacja szczyt osiągnie latem. Przeciwnie, najwyższa będzie w I kwartale 2023 r.
Rynek walutowy najwyraźniej tej argumentacji nie kupił i właśnie śle złotego na dno. Podwyżki stóp okazały się zbyt małe, by powstrzymać deprecjację naszej narodowej waluty. A kolejne posiedzenie RPP, które mogłoby wysłać sygnał ratunkowy, dopiero we wrześniu, bo w sierpniu, bez względu na te wydarzenia, Rada ma się udać na zaplanowaną wcześniej przerwę wakacyjną.
Inflacja jednak na urlop nie pojedzie. Głębokie osłabienie złotego działa proinflacyjnie – pcha w górę ceny importowanych towarów i surowców. Najwcześniej tego efekt możemy zobaczyć na stacjach paliw, skoro ropa naftowa jest nadal bardzo droga i baryłka trzyma się ceny powyżej 100 dol. Jeśli trwające właśnie zabiegi Amerykanów w Arabii Saudyjskiej nie przyniosą efektu i największy dostawca ropy nie zwiększy wydobycia, a ropa nie stanieje, to w Polsce, z powodu słabego złotego, pójdą w górę ceny benzyny i diesla. I pochłoną rabaty właśnie zaoferowane przez narodowego czempiona i jego rywali.