Formalną przyczyną ma być rajd, jakiego podobno ukraińscy dywersanci dokonali na Krym. Po pościgu i strzelaninach (których nikt nie widział, mimo że – jak twierdzi Moskwa – odbywały się w zamieszkanych rejonach) rosyjscy żołnierze mieli złapać 20 ukraińskich żołnierzy. Już nie „bojówkarzy z Prawego Sektora", ale właśnie żołnierzy regularnej armii.
Anektowany Krym jest uważany przez Kreml za taką samą część Rosji jak – powiedzmy – Wyspy Kurylskie. A to oznacza, że ukraińscy żołnierze na półwyspie to aż nadto wystarczający powód do wojny, w czasie gdy świat zajęty jest olimpiadą, Stany Zjednoczone – Donaldem Trumpem, a Europa – rozwodem z Wielką Brytanią i wyłapywaniem kolejnych islamskich zamachowców.