Ba, zgromadzenia te miały identyczne cele: przekonanie członków własnych partii, że liderzy panują nad ugrupowaniami. Miały też przekonać wyborców, że tylko ta partia, a nie inna, zapewni Polsce pomyślność i rozwój. Nawet wystąpienia liderów były dość podobne. Donald Tusk zapewniający, że nie pozwoli ruszyć przywilejów górniczych (finansowanych z naszych kieszeni) niewiele różnił się od Jarosława Kaczyńskiego, który obiecywał wielkie narodowe (czyli opłacane z naszych podatków) programy zatrudnienia, budownictwa mieszkaniowego itp. Szef PiS mówiący o „repolonizacji banków" de facto powtórzył ideę „udomowienia banków" modną w otoczeniu Donalda Tuska dwa lata temu.