Demonstracje w niczym nie przypominały zadym z lat 90. – nalotów na stolicę tłumu agresywnych mężczyzn uzbrojonych w styliska do kilofów i kamienie. Przez ostatnie cztery dni mieliśmy do czynienia z nowoczesną, kulturalną manifestacją, podczas której związkowcy prezentowali swe racje. To dobra wiadomość.
Zła natomiast jest taka, że realizacja ich postulatów, zamiast uleczyć choroby, na które skarżą się związkowcy, tylko by je pogorszyła. Podniesienie płacy minimalnej doprowadziłoby do jeszcze większego wzrostu bezrobocia, nie mówiąc o efekcie ubocznym w postaci wypychania tysięcy pracowników na tzw. umowy śmieciowe – z którymi związki chcą walczyć.