Reklama
Rozwiń
Reklama

Ameryka znów stała się symbolem wolności

Ameryka powinna wykonać zwrot w stronę Europy, a my musimy ją w tym wspierać. Nigdy bowiem wcześniej teoria Francisa Fukuyamy o końcu historii nie okazała się tak bardzo błędna, jak w dniu rosyjskiej agresji na Krym.

Publikacja: 24.03.2014 19:08

Bartosz Węglarczyk

Bartosz Węglarczyk

Foto: Sukces

Potwierdziła się oto zasada, że historia lubi się powtarzać. To wprawdzie nie jest powrót do zimnej wojny, ale w najlepszym wypadku początek zimnego pokoju.

Rosja wraca do polityki otwarcie imperialnej, opartej na założeniu, że siła zbrojna może zastąpić siłę argumentów. Europa nie była gotowa na takie starcie, bo uwierzyła w to, że bankowcy są potężniejsi od czołgistów.

Potrzebujemy dziś Ameryki jak nigdy wcześniej po 1989 roku. Potrzebujemy sojusznika, który prowadzi politykę zagraniczną opartą na wartościach nam bliskich. Dzisiejsza Rosja znów kojarzy nam się z dyktaturą i zniewoleniem umysłu, Ameryka zaś ponownie stała się symbolem wolności.

Po zakończeniu zimnej wojny Amerykanie odwrócili się od Europy. Skierowali spojrzenia na Azję, Amerykę Południową, Afrykę.

Teraz znów potrzebni są sowietolodzy, wyszukuje się ich gdzieś na emeryturach i w zakurzonych korytarzach prowincjonalnych uniwersytetów. Europa stoi w obliczu zagrożenia ze Wschodu. Władimir Putin dokonał niemożliwego – obudził z letargu ludzi, którzy już dawno położyli kreskę na sojuszu transatlantyckim.

Reklama
Reklama

W żywotnym interesie Polski leży, by rozpoczęta właśnie w Europie wizyta prezydenta Baracka Obamy pokazała, że ów sojusz ponad Atlantykiem ma się doskonale. Na szczęście leży to również w interesie prezydenta USA.

Ameryka, a więc i Obama, musi przewodzić tym, którzy budzą się z letargu. Tylko USA są w stanie potrząsnąć NATO w takim stopniu, by wróciło ono do swego podstawowego zadania – obrony terytorium swych członków przed atakiem z zewnątrz. Tylko Ameryka może stanąć na czele sojuszu krajów, które sprzeciwią się Nowej Rosji, uważającej, że szacunek innych państw buduje się na deptaniu praw słabszych.

Obama będzie musiał budować taką pozycję Ameryki, bo demokraci tradycyjnie w USA są oskarżani – często niesłusznie – o prowadzenie zbyt miękkiej polityki zagranicznej. Dziś zależy im na tym, by udowodnić, że jest inaczej, bo stoją przed trudnymi wyborami do Kongresu i kampanią prezydencką w 2016 roku.

Barack Obama musi zneutralizować przeciwnika w starciu wewnętrznym, a więc będzie twardy wobec przeciwnika zewnętrznego. Prezydent USA już pokazał determinację, wprowadzając ograniczone, ale inteligentne sankcje wobec Rosji oraz zapowiadając kolejne.

Komentarze
Bogusław Chrabota: W kręgu Donalda Trumpa wreszcie zrozumiano, dlaczego USA potrzebują Europy
Komentarze
Bogusław Chrabota: Konferencja w Monachium i presja zmian
Komentarze
Artur Bartkiewicz: PiS, SAFE i Niemcy. Czy interes Berlina musi być sprzeczny z interesem Warszawy?
Komentarze
Michał Szułdrzyński: Ambasadorowie, SAFE i rozbiór Polski. O co chodzi w kolejnej wojnie PiS
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama