Motor udało się uruchomić majstrom najwyższego rządowego szczebla z obu krajów. Jedni przymknęli oko na to, że drudzy dolali gorszą benzynę, niespełniającą norm unijnych, za co powinna ich spotkać drakońska kara. Natomiast drudzy obiecali, że w przyszłości jakość paliwa zdecydowanie poprawią. I to na razie wystarczyło, motor się dławi i krztusi, ale działa.
Z jednej strony to dobrze, że dwa największe państwa unijne się dogadują. Że szukają kompromisu między skrajnymi pomysłami na wychodzenie z kryzysu ekonomiczno-społecznego: między oszczędzaniem za wszelką cenę i trzymaniem się ściśle liczbowych ograniczeń dotyczących deficytu budżetowego, czego chciał Berlin, a lekkim podejściem do limitów i do wydawania pieniędzy – po to, by ożywić rynek pracy, co jest z kolei pomysłem ?na życie Paryża i jego sojuszników ?z gorącego Południa.