Korespondencja z Tokio

Zaczęło się od dramatu. Lewandowski - wielokrotny medalista mistrzostw świata oraz Europy, którego wszystkie życiowe ścieżki prowadziły do tych igrzysk - zszedł z bieżni i złapał się za łydkę. Polak podobno już przed igrzyskami czuł ból, ale prześwietlenie nie wykazało niczego poważnego.

Pobiegł na mocnych lekach, dwa razy przez nogę przeszedł mu prąd. Wreszcie ból go zatrzymał, choć sam mówił później, że przy takim tempie mógł podczas biegu czytać książkę. Finał, o którym opowiadał od lat, obejrzy w telewizji. Jeden z najwybitniejszych polskich średniodystansowców już na zawsze zostanie bez olimpijskiego medalu.

Lewandowski to człowiek wierzący. Przeszkody zawsze odbierał jako element planu. Pewnie nie zdobyłby brązowego medalu ostatnich mistrzostw świata, gdyby kiedyś nie zajął dwóch czwartych miejsc, ani nie pobiłby rekordu Polski bez zabranego kilka lat wcześniej przez sędziów medalu.

Teraz próbował oszukać przeznaczanie. Upadł w eliminacjach, ale winny był rywal, więc sędziowie przywrócili go do półfinału. Kolejnego biegu już jednak nie ukończył. - Nie wiem, jakiej próbie poddaje mnie Bóg, ale muszę ją wziąć na klatę. Wierzę, że to wszystko ma jakiś sens. Życie toczy się dalej i mogę jedynie dodać: „A pasterz tylko się uśmiechnął” - oznajmił.

Los starszego kolegi mógł podzielić Michał Rozmys. Jeden z przeciwników pod koniec pierwszego okrążenia nadepnął mu na stopę - Polak pokazał nawet dziennikarzom ślad po kolcu - i ściągnął but. Rozmys dobiegł do mety w skarpetce, a później sędziowie dopisali go do listy startowej finału.

Rozmys do walki o medal przystąpi w sobotę. Tego samego dnia ostatnie wyzwanie w karierze podejmie Kamila Lićwinko (skok wzwyż), a panie ze sztafety 4x400 metrów powalczą o złoto. - Na pewno będzie podium oraz  rekord Polski, i to poniżej pewnej granicy - zapowiada Małgorzata Hołub-Kowalik. Trudno jej nie wierzyć, skoro wcześnie przepowiedziała sztafecie mieszanej „gruby medal”.

Nasze zawodniczki już w eliminacjach były blisko rekordu Polski, choć Justyna Święty-Ersetic kończyła ostatnią zmianę truchtem. Sztafetę otworzyła Anna Kiełbasińska, którą w sobotę może zastąpić dwunasta zawodniczka igrzysk Natalia Kaczmarek.

W piątek wczesnym popołudniem czasu polskiego finał rywalizacji oszczepniczek czeka Marię Andrejczyk. Polka do awansu potrzebowała jednej próby, a dalej od jej wyniku z kwalifikacji rzucały w tym roku tylko trzy rywalki. 25-latka wiosną pobiła własny rekord kraju i osiągnęła trzeci rezultat w dziejach konkurencji. Wciąż boli ją bark, ale może w Tokio walczyć o złoto.