Łoś zajął w literaturze miejsce tak szlachetne, że już bardziej szlachetnego być nie może – odzywa się pełnym głosem w „Hamlecie" w akcie III w scenie 2:

„Niech ryczy z bólu ranny łoś,

Zwierz zdrów przebiega knieje.

Ktoś nie śpi, żeby spać mógł ktoś...".

Jednak to nie William Szekspir kazał temu zwierzęciu ryczeć z bólu, lecz autor przekładu na język polski Józef Paszkowski, któremu słowa „ktoś" i „łoś" rymowały się idealnie. Pozostając w kręgu literatury, poezji polskiej, łoś, budząc natchnienie, spowodował, że napisano coś takiego:

„Raz podobno widział ktoś,

jak na rower wsiadał łoś" (Tomasz Nowaczyk).

Czytaj więcej

Krzysztof Kowalski: Naukowcy jak wróżbici

Zdzisław Chciwiec w wierszu „Poszły łosie po szosie" nakreślił sytuację matrymonialną:

„Raz do pięknej słodkiej Tosi

Przyszło chyłkiem stadko łosi".

Irena Ejsmond nawiązuje do staropolskiej tradycji myśliwskiej:

„Proszę, poznaj dziś Antosia,

to myśliwy, szuka łosia".

W internetowym „Serwisie miłośników poezji" można przeczytać:

„Na podłodze leży łoś!

Łosia strasznie złości coś.

Na śniadanie nie zjadł trawy,

Ciągle stroni od zabawy".

Natomiast nie stronili od zabawy z udziałem łosia nasi antenaci, czyniąc z niego kulminacyjny punkt biesiady. Stanisław Czerniecki, nadworny kucharz Lubomirskich, w wydanej w 1682 r. książce kucharskiej (najstarszej w Polsce) „Compendium ferculorum albo zebranie potraw", zalicza łosia do arystokracji dziczyzny: „Weźmij świeżego żubra albo łosia, jelenia albo daniela, sarnę albo dzika, kozę..." (kolejność świadczy o hierarchii). Albo: „Łosi comber w sztuki rąbany ma być tak gotowany jak jeleni [...], nacedziwszy rosołem i octem...".

Łosie nadawały się nie tylko do rondla i na ruszt. Kolet, czyli wojskowy kaftan z łosiowej skóry, wszedł do powszechnego użytku od czasu wojny trzydziestoletniej i dopiero w XIX wieku zastąpił go ubiór sukienny. Łosiowe spodnie, buty, rękawice to była – dla niebiednych – moda i wygoda. Obecnie garderobiany aspekt łosia jest już w zasadzie wspomnieniem, natomiast wygoda przemieniła się w niewygodę: „To piękne zwierzę o godnym wyglądzie budzi mój podziw i sympatię, mimo że w Szwecji, gdzie jakiś czas mieszkałem, jest podobno wciąż najczęstszą przyczyną wypadków drogowych" – pisze prof. Jerzy Bralczyk w książce „Zwierzyniec". Nie trzeba bywać w Szwecji, aby mieć drogowe spotkanie I stopnia z łosiem.

Przykłady? Północne Mazowsze, gmina Zatory między Pułtuskiem a Wyszkowem, połowa grudnia 2021 r., 150 metrów od szosy – stadko łosi, pięć osobników, spokojnie pasie się na polu oziminy; kierowca auta, który je mija, jest zachwycony, właściciel pola – wściekły.

Laski, piaski i zagajniki przy dolinie Narwi, grunty wsi Sokołowo Włościańskie, gmina Obryte: mężczyzna z małym pieskiem (5 kg), spacerując leśnym duktem, dosłownie wszedł na wylegującą się parę łosi; mężczyzna struchlał, piesek zbaraniał, a strażnik leśny, który akurat się napatoczył, „dał pouczenie" w sprawie płoszenia zwierzyny.

Czytaj więcej

Wikińska furia utrwalona w genach

Naukowcy z Instytutu Biologii Ssaków PAN w Białowieży, z Uniwersytetu w Białymstoku i z Uniwersytetu Przyrodniczego w Lublinie przez kilka lat w rejonie Biebrzy i na Polesiu śledzili łosie, chcąc ustalić, jakiego obszaru potrzebują do życia na wolności te duże ssaki. Przeanalizowali blisko 560 tys. lokalizacji łosi noszących obroże GPS, dane rejestrowali co godzinę. Nie wdając się w szczegóły, ustalili, że aby zaspokoić swoje potrzeby pokarmowe, jeden łoś potrzebuje (sezonowo) do 20 km kwadratowych. Dr Tomasz Borowik, uczestnik badań, komentując ich wyniki, zauważył, że „wszelkie zmiany klimatu i związane z tym zmiany środowiska będą wpływać na strategie migracyjne i sposób użytkowania przestrzeni przez łosie. Będzie to mieć skutki dla dynamiki populacji łosi oraz poziomu konfliktów powodowanych przez te duże zwierzęta" (Nauka w Polsce, PAP). Jak będą wyglądały te konflikty? Na przykład tak, jak 26 sierpnia 2015 r. w Warszawie, gdy od rana łoś biegał przy Stadionie Narodowym i w parku Skaryszewskim, a przed południem wszedł do Wisły i brodził w niej tak długo, aż udało się go uśpić i odtransportować „do domu", czyli do Puszczy Kampinoskiej.

Ale co zrobić z łosiami, sarnami i dzikami posilającymi się w oziminie?