Tekst powstał w styczniu 2022 roku, przed inwazją Rosji na Ukrainę

Jeżeli spojrzymy na życiorysy współczesnych europejskich polityków, to spotkamy tam m.in. syna profesora, córkę pastora, prawnuka ministra albo syna zamożnych urzędników. Jak pamiętają swoje dzieciństwo? Kominki, ciepłe rodzinne domy, uśmiechnięci dziadkowie, prezenty, najlepsze szkoły. A później renomowane i drogie uczelnie wyższe, staże w prestiżowych firmach i instytucjach, wzorowa kariera. Nie wiedzą, czym jest walka o przetrwanie nastolatka, walka o uznanie wśród rozzłoszczonych rówieśników, nie doznali nędzy i głodu, nie biegali na bosaka po ulicach wypalonej napalmem powojennej białoruskiej wsi. – Z tego łajna, ulicy, z tej wioski, w której mieszkałem. Stamtąd kroczyłem. Tak, to była ewolucja – mówił na początku grudnia w wywiadzie dla rosyjskiej agencji Ria Nowosti Aleksander Łukaszenko, który od 1994 r. rządzi Białorusią. W jego biografii jest wiele białych plam, została starannie wyczyszczona i skrupulatnie napisana przez wynajętych do tego fachowców. Ta prawdziwa odsłona życiorysu dyktatora stanowi jedną z największych tajemnic państwowych współczesnej Białorusi.

Siedmiolatek, pług i koń

Wioska Kopyś leży nad Dnieprem we wschodniej części Białorusi (obwód witebski). To tam 30 sierpnia 1954 r. przyszedł na świat Aleksander Łukaszenko. Wkrótce po urodzeniu wraz z matką przeprowadzili się do pobliskiej wioski Aleksandria. Jekaterina Trofimowna Łukaszenko (1924–2015) pochodziła z wielodzietnej rodziny (było sześcioro dzieci) i miała ukraińskie pochodzenie, bo jej ojciec Trofim przeprowadził się tam z obwodu sumskiego (na wschód od Kijowa) po rewolucji bolszewickiej. Dziadków Aleksander Łukaszenko nie znał. Trofim Łukaszenko zmarł w 1939 r., babcia Łukaszenki (imię nie jest znane) w 1955 r. Z oficjalnej biografii dowiemy się jedynie, że będąc dzieckiem, „musiał troszczyć się o rodzinę” i pomagać mamie na działce przy domu i na farmie, gdzie pracowała jako dojarka. „Mianowicie wtedy sformowały się w nim najważniejsze rysy charakteru – pracowitość i odpowiedzialność” – czytamy na oficjalnej stronie internetowej Łukaszenki.

Nazwisko ma po mamie. Kim był ojciec? Tego podręczniki najnowszej historii Białorusi nie zdradzają. Wszystko wskazuje na to, że nawet go nie znał. Na początku swojej kariery miał udać się do rosyjskiego Wołgogradu i podczas spotkania z weteranami II wojny światowej oznajmić: „mój ojciec też zginął na wojnie”. Wtedy zaskoczył wszystkich, bo przecież urodził się dziewięć lat po zakończeniu wojny. Podobne wypowiedzi później starannie usuwano z sieci. O ojcu białoruskiego przywódcy w mediach od lat krążyły legendy, często pochodziły od leciwych mieszkańców okolicznych wiosek. Mówiono o tym, że jakoby ojcem był niejaki Grigorij z przebywającego nieopodal wioski romskiego taboru, pojawiały się też plotki o żonatym mężczyźnie, który jakoby miał romans z Jekateriną i nie przyznał się do dziecka.

„Kim był jego ojciec? Takim samym Białorusinem. Pod Witebskiem, za Orszą urodzony. Ale już zmarł. Odeszła od niego, bo nie lubiła pijaństwa. Syna urodziła, ale nie pomagał wychowywać, sama go wychowała. Poznali się, gdy pracowała w Orszy na kombinacie lnianym” – wspominała w 2013 r. na łamach portalu Tut.by Zinaida Rybakowa, mieszkanka Aleksandrii, znajoma mamy Aleksandra Łukaszenki. Zapewniała, że troszczył się o matkę i bardzo jej pomagał.

W niezależnych mediach białoruskich znajdziemy też dawną wypowiedź Marii Kulpinowej, która była położną przy narodzinach Łukaszenki. Na początku jego rządów wspominała, że akty urodzenia z lat 50. zniknęły jeszcze przed upadkiem Związku Radzieckiego. Ale jak przekonywała wówczas białoruskie media, ojciec Łukaszenki był Białorusinem, pracował w leśnictwie i był „dobrym, pracowitym” człowiekiem.

Czy kobiety mówiły prawdę? Tego nikt już nie wie. Świadków, którzy pamiętają lata 50., już prawie nie ma, a ci, którzy cokolwiek mogli powiedzieć w latach 90., dzisiaj wolą trzymać język za zębami. W końcu jedno nieprzemyślane słowo może pokrzyżować życie ich dzieci i wnuków.

Z tego, co sporadycznie wspominał o swoim dzieciństwie Łukaszenko, można wywnioskować, że nie miał zbyt szczęśliwego dzieciństwa. A najklarowniej zobrazował to miesiąc po objęciu władzy w 1994 r. podczas wywiadu, którego udzielił moskiewskiemu dziennikarzowi Andriejowi Karaulowowi. Nie znajdziemy już tego wywiadu w sieci, ale fragment ich rozmowy przytoczył znany białoruski politolog Walerij Karbalewicz w swojej książce „Aleksander Łukaszenko. Portret polityczny” (polskie wydanie: PISM 2013).

„Wie Pan, co zapamiętałem z dzieciństwa? Mieliśmy z mamą 1,5 ha ziemi. I z wielkim trudem udało nam się pożyczyć konia w kołchozie za butelkę bimbru, bo wódki nie można było dostać. I wzięliśmy się za orkę. Ja prowadziłem konia, miałem wtedy chyba z osiem czy siedem lat, a może jeszcze mniej. Prowadzę konia, a mama idzie za pługiem. I nagle wyskakuje na nas sąsiad i krzyczy: – Ty taka i owaka, na moją miedzę mi włazisz! I to zostało we mnie na zawsze, pamiętam, jak wtedy się rozpłakałem. Pomyślałem wtedy: jak urosnę, to nikomu nie pozwolę bić mojej mamy” – wspominał wtedy Łukaszenko. Słowa dotrzyma: po objęciu prezydenckiego urzędu w 1994 r. zabierze mamę do Mińska, a nawet wybuduje dla niej dom. Zadba też o swoją wioskę – pojawi się tam muzeum, nowe drogi i willa przywódcy. Aleksandria stanie się wzorową wioską na Białorusi. Tylko niewielu ją zobaczy, bo pojawienie się „obcych” natychmiast powoduje zainteresowanie funkcjonariuszy, którzy ochraniają „małą ojczyznę” przywódcy.

Autopromocja
Subskrybuj nielimitowany dostęp do wiedzy

Unikalna oferta

Tylko 5,90 zł/miesiąc


WYBIERAM

Miłość i kariera

Swoją pierwszą miłość poznał w wiejskiej szkole. Halina Żelnierowicz była wówczas córką nauczycielki, wicedyrektorki szkoły. W jednym z nielicznych wywiadów, którego udzieli „Komsomolskiej Prawdzie” w 2005 r., zdradzi, że w szkole dziewczęta rywalizowały o niego, bo „Sasza był bardzo ładny”. Opowie, jak w „deszcz i śnieżycę” pokonywał 4 kilometry, by spotkać się z Haliną. Jak wyglądały ich randki? Chodzili wokół domu, nigdzie się nie oddalali, bo mama Haliny, jak wspominała, była „surową nauczycielką”. Podobno Łukaszenko wtedy uchodził za romantyka, czytał sporo książek i nawet grał na akordeonie. Zapisał się do Komsomołu, gdy był w dziewiątej klasie, i włączył się aktywnie w działalność komunistycznej młodzieżówki, z którą będzie związany przez następne lata i która otworzy mu drzwi do dalszej kariery. Gdy studiował (1971–1975) w Mohylewskim Instytucie Pedagogicznym, otrzymał dodatkową posadę – sekretarza Komsomołu w szkole średniej w Szkłowie.

Halina, żona Aleksandra Łukaszenki, w ich domu w Szkłowie (16 kwietnia 1994 r.). Właśnie została pie

Halina, żona Aleksandra Łukaszenki, w ich domu w Szkłowie (16 kwietnia 1994 r.). Właśnie została pierwszą damą Białorusi

Laski Diffusion/East News

Z Haliną ożenił się w roku 1975, tuż po ukończeniu z wyróżnieniem mohylewskiej uczelni (otrzymał dyplom nauczyciela historii i wiedzy o społeczeństwie). Kilka miesięcy później urodzi się pierwszy syn – Wiktar. Ale Łukaszenko będzie musiał iść do wojska, aby strzec zachodniej granicy w Brześciu. Służył w jednostkach pogranicznych KGB ZSRR, ale i tam wykonywał funkcje politruka. Łukaszenko dobrał sobie idealną żonę: była posłuszna, potulna i pracowita. Zupełnie przeciwieństwo charakteru Saszy. Ale jej życiorysu nie znajdziemy w propagandowych biografiach dyktatora. Choć ukończyła ten sam instytut, to nie miała czasu na karierę. Na jej barkach spoczywało leczenie schorowanego dziecka, z którym rok spędziła w szpitalach. Zajmowała się domem, pracowała w wiejskim przedszkolu, a pięć lat później urodziła drugiego syna – Dzmitryja.

W tym czasie kariera Saszy będzie nabierać rozpędu. W 1979 r. Łukaszenko zostanie członkiem Komunistycznej Partii Związku Radzieckiego. Znów pójdzie do wojska (1980–1982), ponownie zostanie politrukiem wśród pograniczników. Po zwolnieniu ze służby powróci do rejonu szkłowskiego i zostanie mianowany zastępcą dyrektora kołchozu „Udarnik”, ale długo się tam nie zatrzyma. Już w 1983 r. przejdzie na stanowisko wicedyrektora fabryki materiałów budowlanych, gdzie spędzi kolejne dwa lata. Następnie znów powróci do pracy partyjnej, zostając sekretarzem kołchozu im. Lenina. Ale prawdziwą trampoliną do świata polityki krajowej będzie dla niego stanowisko dyrektora sowchozu „Gorodziec”, na którego zostanie mianowany w 1987 r. Było to jedno z najbardziej upadłych gospodarstw rolnych w kraju. Łukaszenko był jednym z pierwszych, którzy w Białoruskiej SRR wdrażali umowy o dzierżawę. Dopiero zaczynał o tym mówić Komitet Centralny KPZR, a niewielki białoruski sowchoz już odnosił sukces. Łukaszenko wyprowadził gospodarstwo na prostą, dosyć szybko podwoił produkcję. Zwróci na siebie uwagę władz regionalnych, a nawet państwowych. Dzięki temu w 1988 r. pojawi się w Moskwie na naradzie u Michaiła Gorbaczowa, poświęconej wdrażaniu umów dzierżawy w państwowych gospodarstwach rolnych. Młody dyrektor sowchozu będzie tam dzielił się własnym doświadczeniem. Podobno to był ten moment, gdy uznał, że to najwyższy czas, by na poważnie zająć się polityką. Gorliwie przemawiał na lokalnych wiecach i imprezach, zrobił się tak popularny, że zaczęły o nim pisać nawet ogólnokrajowe gazety. Czuł się tak pewnie, że będąc deputowanym miejscowej rady rejonu szkłowskiego, uznał, że może wystawić swoją kandydaturę w wyborach do Zjazdu Deputowanych Ludowych ZSRR w 1989 r. Co więcej, o mandat walczył z Wiaczasławem Kiebiczem, który wówczas był już wicepremierem rządu Białoruskiej SRR. Łukaszenko przegrał w drugiej turze, ale status kandydata w wyborach parlamentarnych podobno ochronił go przed więzieniem.

W 2003 r. tę historię opisał w swojej książce „Rabota nad oszibkami” (Praca nad błędami) Wasilij Leonow (1938–2015), który wówczas był pierwszym sekretarzem Partii Komunistycznej w obwodzie mohylewskim i to dzięki niemu Łukaszenko awansował na dyrektora sowchozu. Pisał, że w 1989 r. w sowchozie Łukaszenko „brutalnie pobił” jednego z pracowników, miał skopać, jak pisał Leonow, „trzeźwego mężczyznę”. Sprawa trafiła do prokuratury, wszczęto postępowanie karne. Ale Łukaszenko miał już wtedy immunitet i prokurator obwodowy postanowił nie przekazywać sprawy dalej. Później wszystkie ślady tej sprawy znikły z białoruskich archiwów, a śledczy, który ją prowadził, zamilkł na długie lata. Po latach Łukaszenko przyznał się do incydentu, ale stwierdził, że nie pobił mężczyzny, lecz jedynie go „popchnął”. Przekonywał też, że pracownik był pijany, zgubił traktor i sam sprowokował konflikt. Tak czy inaczej fala „pieriestrojki” już w 1990 r. wyniosła młodego regionalnego polityka do Rady Najwyższej Białorusi. Zaczął jeździć na sesje parlamentu do Mińska, ale pozostał też dyrektorem sowchozu.

Ogórki w bagażniku

O tym, jak Aleksander Łukaszenko zachowywał się w parlamencie powstającego wówczas z gruzów ZSRR państwa białoruskiego, krąży wiele opowieści ówczesnych deputowanych Rady Najwyższej. Wypowiadał się na każdy temat, szukał kontaktu ze wszystkimi, przychodził do każdej z frakcji i szukał tam przyjaciół, od prorosyjskich komunistów poczynając, a na prawicowych konserwatystach z Białoruskiego Frontu Ludowego (BNF) Zianona Paźniaka kończąc. Jeden z ówczesnych deputowanych (BNF) opowiadał mi niegdyś w czeskiej Pradze, jak pewnego razu, przechodząc korytarzem Rady Najwyższej, przywitał się z Łukaszenką, nie wyciągając ręki. Przyszły prezydent zwrócił na to uwagę i miał mu powiedzieć: „Nie wyciągasz ręki, bo moja matka jest zwykłą rolniczką, a twoja pracownikiem naukowym?”. Kilka lat później (w 1996 r.) ten deputowany razem z Paźniakiem będzie musiał na zawsze opuścić Białoruś…

Łukaszenko był zdolnym populistą i miał bogatą wyobraźnię, a to przemawiało do Białorusinów rozczarowanych starymi politykami. Twierdził m.in., że był jedynym deputowanym, który głosował przeciwko ratyfikacji porozumień białowieskich, które w grudniu 1991 r. pogrzebały Związek Radziecki. W rzeczywistości nie był obecny na tym głosowaniu. Opowiadał mi o tym osobiście ówczesny przewodniczący Rady Najwyższej i pierwszy przywódca niepodległej Białorusi Stanisław Szuszkiewicz. A na łamach „Plusa Minusa” w 2019 r. opowiedział ciekawą historię o ogórkach. Pewnego dnia Łukaszenko poprosił go o kluczyki pod pretekstem przestawienia samochodu spod budynku (później Szuszkiewicz odkrył, że bagażnik został wypełniony świeżymi ogórkami).

Aleksander Łukaszenko na spotkaniu z Fidelem Castro podczas oficjalnej wizyty Łukaszenki na Kubie. H

Aleksander Łukaszenko na spotkaniu z Fidelem Castro podczas oficjalnej wizyty Łukaszenki na Kubie. Hawana, 3 września 2000 r.

REUTERS / FORUM

Szuszkiewicz wspominał też, że Łukaszenko był od początku traktowany w parlamencie jako „chłopak ze wsi” i na początku lekceważony. Ale ten „wieśniak” skasował jego karierę, w 1993 r. oskarżając przewodniczącego Rady Najwyższej o korupcję. Stał na czele komisji zajmującej się korupcją w kraju. Chodziło o wiadro gwoździ państwowych, które jakoby zostały wykorzystane przy budowie prywatnej daczy Szuszkiewicza. Mimo że nikt mu tego nie udowodnił, profesor fizyki jądrowej z Białoruskiej Akademii Nauk podał się do dymisji, a następnie przegrał z dyrektorem sowchozu wybory prezydenckie w 1994 r. Wtedy Łukaszenko po raz pierwszy i ostatni uczestniczył w drugiej turze wyborów; zmiażdżył premiera Kiebicza (z ponad 80-proc. poparciem). Tego samego, z którym przegrał w 1989 r. wybory do Zjazdu Deputowanych Ludowych ZSRR.

Dlaczego został prezydentem? Bo deklarował wtedy walkę z „dyktaturą starego systemu”, bo do sklepów z pustymi półkami stały długie kolejki, a kryzys gospodarczy wyprowadzał ludzi na ulice. Do zwycięstwa przyczynił się też bezgraniczny populizm Łukaszenki. Było też kilka wymyślonych historii. Sprawców słynnego wówczas „zamachu na samochód Łukaszenki” nigdy nie odnaleziono, a wszystko wskazywało później na to, że do takiego zamachu nigdy nie doszło. Tak czy inaczej były to jedyne wybory prezydenckie na Białorusi, które niezależni obserwatorzy uznali za stosunkowo demokratyczne. Wszystkie następne Aleksander Łukaszenko będzie wygrywał już w pierwszej turze i to „z miażdżącą przewagą”.

Młode wilki

Grupę polityków wspierającą Łukaszenkę podczas jego pierwszych wyborów prezydenckich nazywano „młodymi wilkami”. Prawie nikt z ówczesnych jego współpracowników nie zostanie przy nim. Co więcej, wielu dostanie się pod walec represji. Jedną z kluczowych postaci w jego karierze był prawnik i ekonomista Wiktar Hanczar – po wyborach w 1994 r. zostanie wicepremierem ds. gospodarki, a później stanie na czele Centralnej Komisji Wyborczej. Wejdzie w otwarty konflikt z Łukaszenką, gdy w 1996 r. sprzeciwi się przeprowadzeniu kontrowersyjnego referendum rozwiązującego Radę Najwyższą i betonującego władzę prezydencką. Hanczar zacznie nawet spiskować i szykować impeachment Łukaszenki. Zniknie bez śladu w 1999 r. wraz z opozycjonistą i biznesmenem Anatolem Krasouskim. Ten sam los kilka miesięcy przed tym spotka generała Juryja Zacharankę, byłego szefa MSW (w latach 1994–1995), który zbuntuje się przeciwko prezydentowi.

– Jest oślepiony władzą i pragnie władzy absolutnej, nieważne są metody i środki. Próbowałem na wszelkie sposoby wpłynąć na prezydenta. Byłem jednym z nielicznych, którzy mówili mu prawdę. Tę kiepską prawdę, która uderzała w „samolubie” prezydenta. Pewnego razu powiedział mi: „musisz wykonać każdy mój rozkaz”. Odpowiedziałem, że nie będę rozstrzeliwał ludzi i łamał konstytucji. Wtedy rzucił: „jeżeli nie wykonasz każdego mojego rozkazu, założą ci kajdanki” – wypominał Zacharanka niedługo przed porwaniem.

Prezydenci Aleksander Łukaszenko i Władimir Putin podczas towarzyskiego meczu hokejowego w Soczi, 4

Prezydenci Aleksander Łukaszenko i Władimir Putin podczas towarzyskiego meczu hokejowego w Soczi, 4 stycznia 2014 r. Od 26 stycznia 2000 r. istnieje ZBiR, czyli Związek Białorusi i Rosji służący pogłębianiu integracji rosyjsko-białoruskiej

ALEKSEY NIKOLSKYI/SPUTNIK/EAST NEWS

Łukaszence udało się stłamsić opór i całkowicie podporządkować państwo. Osiągnął swój cel i zdobył władzę absolutną. Kontroluje dosłownie wszystko: organy władzy samorządowej, obie izby parlamentu, rząd, sądy, prokuraturę i służby mundurowe. Na Białorusi od dawna już krąży dowcip: „bez zgody Łukaszenki nie pada tu nawet deszcz”.

Niedoszły car Rosji

Niedługo po objęciu władzy Łukaszenko nie tylko nada językowi rosyjskiemu status państwowego i przywróci lekko zmodyfikowane radzieckie symbole. Uda się też do Moskwy i będzie forsować utworzenie Sojuszu Białorusi i Rosji, w sprawie którego podpisze porozumienie z Borysem Jelcynem już w 1997 r. Po co Łukaszence wówczas było erygować tak daleko idącą integrację, która mogłaby się skończyć wchłonięciem Białorusi przez Rosję? Wyglądało jednak na to, że miał pomysł. Z dokumentu wynikało, że miała powstać Rada Związkowa, w skład której weszliby prezydenci Białorusi i Rosji, członkowie rządów i parlamentarzyści. Wielu świadków tamtych wydarzeń twierdziło, że Łukaszenko chciał zastąpić zmęczonego i schorowanego przywódcę Rosji. W przypadku jego odejścia ze stanowiska to on przewodniczyłby Radzie Związkowej obu państw. A utworzenie sojuszu torowało mu drogę do wielkiej rosyjskiej polityki. Jego marzenia szybko jednak rozbiły się o mur, którym Jelcyn został otoczony przez lokalnych polityków, oligarchów i funkcjonariuszy służb bezpieczeństwa.

„Łukaszenko wymyślał legendy na temat swoich wpływów, jeździł po Rosji i nawiązywał kontakty międzyregionalne. Wysyłał tam białoruskie produkty i to jest normalne. Ale strategia, którą obrał, nie miała perspektyw” – tak to wspominał w 2017 r. na łamach „Plusa Minusa” Giennadij Burbulis, najbliższy współpracownik pierwszego prezydenta Rosji.

Podpisane i zamrożone wtedy dokumenty staną się później rosyjskim koniem trojańskim na Białorusi w rękach Władimira Putina, który po ponad dwóch dziesięcioleciach przypomni Łukaszence jego gorącą chęć „głębszej integracji” państw.

Następca

O tym, że Aleksander Łukaszenko ma jeszcze trzeciego syna, Białorusini dowiedzieli się w 2008 r., gdy pojawił się publicznie z dzieckiem. Później wyjaśnił, że to jego najmłodszy syn Mikołaj i że chłopak ma już niemal cztery lata. Urodził się 31 sierpnia 2004 r., dlatego Łukaszenko skorygował swoją oficjalną datę urodzenia z 30 na 31 sierpnia. Ze swoją żoną Haliną nie rozwiódł się – oficjalnie wciąż pozostaje pierwszą damą. Ale dla Białorusinów nie było tajemnicą, że to nie ona jest matką dziecka. Od 1994 r. są w separacji, kobieta pozostała na wsi i nie pojechała za mężem do stolicy. Później ograniczono jej kontakty z mediami, a o jej życiu prawie nic nie wiadomo poza tym, że pracowała w administracji rejonowej w Szkłowie.

Aleksander Łukaszenko wraz z synem Mikołajem na otwarciu letnich igrzysk olimpijskich w Pekinie, 8 s

Aleksander Łukaszenko wraz z synem Mikołajem na otwarciu letnich igrzysk olimpijskich w Pekinie, 8 sierpnia 2008 r.

XINHUA/PHOTOSHOT/REPORTER

Media białoruskie uważają, że matką Mikołaja, nazywanego potocznie Kolą, jest była osobista lekarka Łukaszenki Iryna Abielska. Plotki o tym romansie krążą od bardzo dawna, a pojawiły się już w 1995 r., gdy Łukaszenko po raz pierwszy i jedyny był w Polsce i odwiedzał Auschwitz. Wtedy wśród białoruskich polityków krążyła historia o tym, jak w jednym z krakowskich hoteli ochrona Łukaszenki mocno nalegała, by jego osobista lekarka była w pokoju obok. Abielska dzisiaj stoi na czele prezydenckiego szpitala w Mińsku. Oficjalnie nigdy nie potwierdzono, że jest matką najmłodszego syna przywódcy. Dyktator prawie co roku pokazuje się w towarzystwie nowych młodych kobiet – na koncertach, imprezach państwowych i sportowych, balach świątecznych. O tym, że Łukaszenko osobiście angażuje się w konkursy piękności i dobieranie finalistek, też krążą legendy. Zazwyczaj pochodzą od osób, które uciekły z Białorusi, nie da się więc tych informacji zweryfikować.

Jedno jest pewne – Kola jest ulubieńcem Łukaszenki. Zwiedził z ojcem cały świat, osobiście poznał wielu liderów światowych mocarstw. Jest zaprzyjaźniony z rodziną Xi Jinpinga, a ostatnio Łukaszenko zdradził, że niedawno jego najmłodszy syn „strzelał z Putinem na strzelnicy”. Gra na fortepianie, mówi w kilku językach, zna zasady dyplomacji i nie tylko. W sierpniu 2020 r., mając zaledwie 16 lat, pojawił się u boku ojca w kamizelce kuloodpornej – z kałasznikowem w rękach, w trakcie największych w historii kraju powyborczych protestów. Protesty stłumiono, ponad 800 osób wsadzono do więzienia, czołowych przeciwników aresztowano albo wyrzucono z kraju. Łukaszenko w tamtych dniach, przynajmniej publicznie, nie wspominał o pozostałych synach. Wiktar stoi na czele Komitetu Olimpijskiego, Dzmitryj – „prezydenckiego klubu sportowego”. Łukaszenko ma siedmioro wnucząt. Ale mówiąc kilka lat temu o następcy, Aleksander Łukaszenko wspominał jedynie o najmłodszym synu – Mikołaju. Wszystko jednak wskazuje na to, że na razie Łukaszenko na emeryturę nie zamierza odchodzić.

Wizja przyszłości

Jak chciałby zapisać się w historii Białorusi? – Chciałbym być twórcą tego państwa – oznajmił ostatnio. Zapowiedział referendum konstytucyjne, które odbędzie się pod koniec lutego. Wszechbiałoruski Zjazd Ludowy (WZL) dotychczas był formalnym spotkaniem urzędników, wojskowych, rolników i polityków reżimu z całego kraju, zwoływanym co pięć lat. Teraz ma zostać organem konstytucyjnym, delegaci będą wybierani w wyborach powszechnych. WZL będzie mianować członków CKW, prezesa Sądu Najwyższego, wypowiadać wojnę, a nawet ogłaszać impeachment prezydentowi. Będzie mógł też unieważniać decyzje pozostałych organów władzy państwowej (prezydenta, parlamentu, rządu), jeżeli decyzje te „będą godzić w interesy narodowe kraju”. Na razie nie wiadomo, czy Łukaszenko zdecyduje się na wcześniejsze wybory prezydenckie, ale niemal pewne jest to, że zamierza stanąć na czele WZL. Byle tylko wciąż rządzić Białorusią. Nawet z zaplecza.