Kreuzlingen to szwajcarskie miasto leżące nad jeziorem Bodeńskim przy granicy z Niemcami. Umocnienie się franka w tym roku spowodowało, że jego mieszkańcy chętniej wybierają niemieckie sklepy od rodzimych. Uderza to w lokalnych sprzedawców, pogłębiając wpływ kursu wymiany walutowej na gospodarkę.

- To są ciężkie czasy dla lokalnych hoteli, restauracji i sklepów – mówi Nicole Esslinger, dyrektor komisji turystyki w Kreuzlingen.

Nie istnieje żadna naturalna granica pomiędzy Kreuzlingen a niemieckim miastem Konstancja, jedynie punkty kontroli granicznej ustawione wzdłuż ulic. Układ z Schengen pozwala na swobodny przejazd między dwoma krajami bez konieczności posiadania paszportu. Szwajcarzy mają zgodę na import dóbr wolnych od cła z Niemiec do 300 franków dziennie na osobę.

- Mieszkańcy Kreuzlingen od zawsze robili zakupy w pobliskich sklepach, nawet jeśli znajdywały się one po drugiej stronie granicy. Teraz dzieje się to jednak na większą skalę – wyjaśnia Esslinger.

Koszyk 54 produktów typowych produktów kosmetycznych, jak żel do włosów L'Oreal albo krem Nivea, kosztuje w Szwajcarii blisko 70 proc. więcej niż w Niemczech. Ubrania są droższe średnio o 43 proc. – wynika ze strony www.preisbarometer.ch, na której można porównywać ceny pomiędzy krajami.

Po wydaniu decyzji przez Szwajcarski Bank Narodowy o rezygnacji ze sztywnego kursu franka względem euro, eksport kraju wraz z wydatkami na konsumpcję uległy pogorszeniu. W zeszłym miesiącu nastąpił nieoczekiwany spadek produkcji przemysłowej – wynika z danych opublikowanych w poniedziałek.

Prognozy wzrostu gospodarczego w Szwajcarii nie są obiecujące. Analitycy przewidują największy spadek cen w kraju od sześciu dekad. Oczekują również, że stopa inflacji w lipcu, która zostanie przedstawiona przez bank centralny w środę, utrzyma się na poziomie minus jeden procent.