Gorsze prognozy KE dla gospodarki Unii Europejskiej. Polska w czołówce wzrostów

Komisja Europejska po raz kolejny obniżyła prognozę wzrostu gospodarczego dla UE. W Polsce będzie trochę lepiej.

Publikacja: 15.11.2023 19:17

Gorsze prognozy KE dla gospodarki Unii Europejskiej. Polska w czołówce wzrostów

Foto: Bloomberg

– Przewiduje się, że w 2024 i 2025 roku wzrost w Polsce przyspieszy odpowiednio do 2,7 proc. i 3,2 proc. Konsumpcja prywatna ma być głównym motorem wzrostu w miarę wzrostu płac realnych i zaniku inflacji. Inwestycje i eksport netto mają wspierać wzrost – powiedział Paolo Gentiloni, unijny komisarz ds. gospodarczych, przedstawiając w środę jesienne prognozy gospodarcze UE.

Gentiloni przypomniał, że polska gospodarka pozostała słaba w pierwszej połowie br., wskazując na skromną ekspansję na poziomie 0,4 proc. w 2023 roku.

Wzrost był obniżony przez spadającą konsumpcję prywatną i spadek zapasów, podczas gdy eksport netto i inwestycje wspierały aktywność gospodarczą. W kończącym się 2023 roku produkt krajowy brutto w Polsce powinien wzrosnąć o 0,4 proc., co oznacza obniżenie prognoz w porównaniu z tymi sprzed pół roku. Ale prognoza 2,7 proc. na przyszły rok się nie zmieniła i daje Polsce czwarte miejsce w unijnej stawce. Dla całej Unii prognoza mówi o wzroście o 1,3 proc. w przyszłym roku, mniej niż w poprzednich szacunkach.

Fundamentem pozostaje rynek pracy

– Po silnej ekspansji po pandemii w 2021 i 2022 roku gospodarka UE straciła impet. Realny PKB ledwo wzrósł w pierwszych trzech kwartałach tego roku – powiedział Gentiloni. Dla całej UE przewiduje jednak to samo co dla Polski: powolne odbicie wraz z ożywieniem konsumpcji (to efekt rosnących płac realnych) i utrzymaniem poziomu inwestycji. Właśnie rynek pracy, który nie załamał się ani w wyniku pandemii, ani kryzysu energetycznego po agresji Rosji na Ukrainę, pozostaje fundamentem podtrzymującym gospodarkę na powierzchni. Ponadto w UE stopniowemu obniżeniu ulegnie inflacja – w Polsce też – oraz deficyt budżetowy i dług publiczny.

Czytaj więcej

KPO ciągle zamrożony, ale Polska dostanie wkrótce zaliczkę z nowej pożyczki

W Polsce prognozuje się, że wydatki publiczne pozostaną wysokie ze względu na planowane inwestycje w wydatki obronne i socjalne, które spowalniają przywracanie równowagi budżetowej zarówno na poziomie centralnym, jak i samorządowym. Szacuje się, że deficyt sektora instytucji rządowych i samorządowych wzrośnie do 5,8 proc. PKB w 2023 roku z 3,7 proc. w 2022 roku. Składają się na to zwiększone wydatki na obronność, wyższe wynagrodzenia w sektorze publicznym, opiekę zdrowotną i nadzwyczajne dotacje dla rolników.

Zatrudnienie wzrosło w pierwszym półroczu 2023 roku pomimo spowolnienia aktywności gospodarczej, co odzwierciedla brak pracowników. Wzrost wynagrodzeń realnych ma przyspieszyć, czemu będzie sprzyjać duża podwyżka płacy minimalnej w 2024 roku przy stabilnej stopie bezrobocia bliskiej 3 proc., co oznacza historyczne minimum. Prognozuje się, że w latach 2024 i 2025 zatrudnienie będzie nadal stopniowo rosło.

Na pieniądze z KPO trzeba poczekać

Aktywność gospodarczą wspierają także prężne inwestycje przy utrzymującej się wysokiej rentowności przedsiębiorstw i kulminacji finansowania unijnego w ostatnim roku budżetu na lata 2014–2020. Te fundusze mogą być rozliczane przez trzy lata po zakończeniu okresu budżetowego i wtedy zwykle następuje kumulacja transferów z Brukseli. To pomogło Polsce przetrwać trudny czas bez pieniędzy z KPO, które od dwóch lat płyną szerokim strumieniem do innych państw UE.

Polska dostanie niedługo zaliczkę z nowej pożyczki, która wzbogaci zamrożony Krajowy Plan Odbudowy. Ale na pieniądze z głównego KPO, w tym na dotacje, trzeba będzie poczekać dłużej.

Agencja Bloomberg poinformowała, że Komisja Europejska zatwierdzi w najbliższych tygodniach nowy program pożyczkowy dla Polski, co będzie się wiązało z wypłatą zaliczek z tego tytułu. To informacja, którą jako pierwsi podaliśmy 25 października.

„Rzeczpospolita” napisała wtedy, że do 21 października Komisja Europejska zarekomenduje pozytywnie polski wniosek o dodatkowe pożyczki z KPO na kwotę 23 mld euro (to termin wynikający z unijnych przepisów). I wtedy, 8 grudnia, unijna rada ministrów finansów będzie mogła zaakceptować ten wiosek. Po podpisaniu technicznych dokumentów pierwsze raty zaliczki będą mogły zostać wypłacone w styczniu 2024 roku.

Przysługuje nam 20 proc. zaliczki, czyli blisko 4,7 mld euro. To pieniądze, których nie dotyczą tzw. superkamienie milowe zawarte w głównej umowie o KPO, a które przewidują konieczność zreformowania systemu dyscyplinarnego sędziów. Nie mają też związku z nową władzą. Wniosek złożył rząd Mateusza Morawieckiego – to podlegający mu urzędnicy negocjują szczegóły z KE.

Czytaj więcej

Polskiej gospodarce nie potrzeba żadnych bodźców

Donald Tusk jako przyszły premier na pewno przyjmie tę zaliczkę z radością, ale prawdziwym wyzwaniem jest uwolnienie pieniędzy zamrożonych od ponad dwóch lat z głównego Krajowego Planu Odbudowy i obejmujących w sumie 34 mld euro – 22,5 mld euro dotacji i 11,5 mld euro pożyczek.

Do tego konieczne jest wykonanie superkamieni milowych. Czy to poprzez zmianę ustawy, która wymaga zgody prezydenta, czy poprzez jakieś inne reformy, czy akty niższego rzędu, które przekonają Komisję Europejską, że rząd chce odbudować praworządność i sędziowie nie będą już nękani. Na razie KE czeka na propozycje, a te nie mogą się pojawić, dopóki nie jest zaprzysiężony nowy rząd.

Ryzyka towarzyszące prognozie

Niezbyt optymistyczna prognoza dla UE obarczona jest dodatkowo poważnymi ryzykami. Już nie tylko niekończąca się wojna w Ukrainie, ale też konflikt w Strefie Gazy mogą mieć poważne negatywne konsekwencje gospodarcze, w szczególności na rynku energii. Europa dopiero się otrząsa z rekordowych cen, które zapanowały po rosyjskiej inwazji i odcięciu dostaw gazu i ropy z tamtego kierunku.

Po raz pierwszy też w swoich prognozach Komisja Europejska tak wyraźnie mówi o dotykających nas już teraz skutkach zmiany klimatu. Zagrożenia naturalne, takie jak fale upałów, pożary, susze i powodzie, które szaleją na całym kontynencie z coraz większą częstotliwością i w coraz większej skali, ilustrują dramatyczne konsekwencje dla ludzi, ale też dla gospodarki.

Komisja Europejska przedstawiła też prognozę dla Ukrainy, która jest krajem kandydującym do UE.

Po załamaniu o 29 proc. w 2022 roku gospodarka wykazała niezwykłą odporność w 2023 roku, a prognozowany wzrost wyniósł 4,8 proc. Zdaniem KE można to przypisać wyjątkowym zbiorom i finansowym zastrzykom ze strony rządu wspieranego przez partnerów międzynarodowych, a także zaangażowaniu władz w zapewnienie stabilności makrofinansowej.

– Przewiduje się, że w 2024 i 2025 roku wzrost w Polsce przyspieszy odpowiednio do 2,7 proc. i 3,2 proc. Konsumpcja prywatna ma być głównym motorem wzrostu w miarę wzrostu płac realnych i zaniku inflacji. Inwestycje i eksport netto mają wspierać wzrost – powiedział Paolo Gentiloni, unijny komisarz ds. gospodarczych, przedstawiając w środę jesienne prognozy gospodarcze UE.

Gentiloni przypomniał, że polska gospodarka pozostała słaba w pierwszej połowie br., wskazując na skromną ekspansję na poziomie 0,4 proc. w 2023 roku.

Pozostało 93% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Gospodarka
Macron wzmocnił ekstremistów i zafundował krajowi impas
Gospodarka
Długa lista lęków Polaków związanych ze zdarzeniami losowymi
Gospodarka
Polska w ogonie unijnej innowacyjności. Raport Komisji Europejskiej
Gospodarka
Sankcje UE nie zaszkodziły jeszcze Moskwie. Ale zaszkodzą
Materiał Promocyjny
Mazda CX-5 – wszystko, co dobre, ma swój koniec
Gospodarka
Kreml klęka przed Indiami; od nich zależy rosyjska gospodarka czasu wojny
Materiał Promocyjny
Branża bankowa gorszy okres ma za sobą