Najbardziej europejski kraj Afryki

Tunezja to nie tylko wakacyjny cel wielu Polaków i kraj znajdujący się w centrum europejskiego kryzysu imigracyjnego. To także państwo, które bardzo mocno odbiega od stereotypów dotyczących krajów islamskich.

Publikacja: 23.10.2023 03:00

Rzymski amfiteatr w El-Dżem wciąż imponuje swoim monumentalnym stylem. Zachowały się też jego podzie

Rzymski amfiteatr w El-Dżem wciąż imponuje swoim monumentalnym stylem. Zachowały się też jego podziemia

Foto: Hubert Kozieł

Tunezja wydaje się być Polakom krajem dobrze znanym. Wszak bardzo wielu z nich spędzało tam wakacje. Przebywając w nim, można odnieść nawet wrażenie, że jest to kraj w pewnym stopniu „spolonizowany”. Język polski słyszymy tam bowiem często: na bazarach, w hotelach, restauracjach czy na lotniskach. „Dobra skóra z kangura!”, „Dobra z bobra, a lepsza z wieprza!” – tego typu powiedzonek nauczyli się tamtejsi handlarze. Mimo tej swoistej „polonizacji” Tunezja jest wciąż jednak krajem przez wielu Polaków słabo znanym, egzotycznym, a przy tym wrzucanym do jednego worka z innymi państwami Bliskiego Wschodu i Afryki Północnej.

To dosyć niesprawiedliwe, gdyż jest ona jednym z najbardziej zeuropeizowanych krajów tego regionu. Jednocześnie jest też państwem, które znajduje się w samym centrum kryzysu imigracyjnego uderzającego w Unię Europejską. To, że włoska wyspa Lampedusa jest szturmowana przez afrykańskich imigrantów, to skutek tego, że Bruksela nie wywiązała się z umowy z tunezyjskim prezydentem Kaisem Saiedem, na podstawie której miała przekazać jego krajowi miliardy euro na powstrzymanie napływu tych przybyszów. Taki mały kraj szantażuje wielką i bogatą Unię? No, nie taki mały. Ja, zwiedzając go, pokonałem w tydzień około 2,5 tys. km, zaglądając nawet do skalnych domostw Berberów i do górskiej oazy w pobliżu granicy z Algierią.

Medina, czyli stare miasto w Tunisie, jest wielkim bazarem z wąskimi, często krytymi uliczkami

Medina, czyli stare miasto w Tunisie, jest wielkim bazarem z wąskimi, często krytymi uliczkami

Tolerancyjny kraj

Tunezja to kraj paradoksów. Jest co prawda państwem w 99 proc. muzułmańskim, ale pod względem spożycia alkoholu na głowę zajmuje ona dziewiąte miejsce na świecie, wyprzedzając m.in. Niemcy. Nie znam metodologii tego zestawienia, ale nawet jeśli wliczony jest w nie alkohol kupowany przez turystów, to i tak Tunezja wyprzedza wiele innych popularnych miejsc turystycznych (choćby Turcję). Alkohol jest tam dosyć łatwo dostępny. Butelka lokalnego piwa Celtia kosztowała mnie w restauracji obok hotelu w nadmorskim mieście Monastyr 5 dinarów, czyli równowartość 6,6 zł. Tunezyjczycy produkują też własne wina oraz mocniejsze alkohole, takie jak boukha (wódka figowa wymyślona przez Żyda z wyspy Dżerba).

Tunezja jest też krajem islamskim o zaskakująco europejskiej modzie damskiej. Widzi się tam oczywiście kobiety w muzułmańskich chustach na głowach, ale też bardzo wiele młodych dziewczyn ubiera się podobnie jak ich rówieśniczki z Europy i nie zakrywa włosów. O wiele częściej można tam dostrzec dziewczynę w mini niż w czarnej burce. Zresztą burki są sprzeczne z tamtejszą tradycją ludową. W muzeum etnograficznym w Guellali na wyspie Dżerba manekiny przedstawiające tradycyjne stroje kobiece rzadko kiedy mają zakryte twarze. Jeśli chodzi o zasłanianie włosów, to miejscowe panie z Dżerby w dawnych czasach robiły to za pomocą słomkowych kapeluszy. Jeśli do kapelusza była przypięta biała wstążka, to oznaczało, że jego właścicielka jest panną. Jeśli czerwona, to że jest ona mężatką. Różowa wstążka oznaczała natomiast, że mąż jest w dłuższej podróży… Jeden z manekinów, przedstawiający kobietę z gór Rif, ma blond włosy. Pytam się przewodnika, czy to wynik tego, że nie mieli w muzeum innego manekina, czy też to zabieg celowy. – Zdarzają się u nas blondynki – otrzymuję w odpowiedzi. Dopytuję się, czy to spadek po plemieniu Wandalów, które w V w. przeszło z terenów obecnej Polski do Afryki Płn. – I po Wandalach, i po Francuzach. Ciekawie wyglądają też kobiety Berberów. Wiele z nich ma zielone oczy – stwierdził przewodnik.

Wspomniani przez niego Francuzi rządzili Tunezją w latach 1881–1956. Zostawili w tym kraju duże piętno, choćby w architekturze. Centrum Tunisu może przypominać miasta z południowej Francji. Język francuski jest też w powszechnym użyciu. Habib Burgiba, pierwszy prezydent niepodległej Tunezji (rządzący w latach 1957–1987), wprowadzał ustawodawstwo wzorowane w wielu miejscach na francuskim. W 1987 r. Burgiba został odsunięty od władzy przez generała Zin el-Abidina Ben Alego, który rządził po dyktatorsku do 2011 r. Rządy Ben Alego zostały zapamiętane przez Tunezyjczyków głównie jako okres olbrzymiej korupcji. Każdy, kto chciał robić bardziej znaczące interesy w kraju, musiał się opłacać rządzącemu klanowi.

Kleptokratyczny system Ben Alego załamał się po fali protestów społecznych rozpoczętych w grudniu 2010 r. Impulsem dla nich było samospalenie ulicznego handlarza, którego spoliczkowała policjantka, po tym jak skonfiskowała mu wózek z towarami. Doszło do tzw. jaśminowej rewolucji, czyli zamieszek, podczas których zginęło 338 osób. Ostatecznie jednak armia przeszła na stronę demonstrantów, a Ben Ali opuścił kraj i w 2019 r. zmarł w Arabii Saudyjskiej. Tunezja stała się demokracją.

W kolejnych latach o władzę walczyły stronnictwa konserwatywno-islamskie i świeckie. W 2019 r. prezydentem został niezależny populista, profesor prawa konstytucyjnego Kais Saied mający przydomek „Robocop”. W 2021 r. dokonał on autozamachu stanu, zawieszając parlament, a w 2022 r. doprowadził do zmiany systemu politycznego na prezydencki. Zarzuca mu się wsadzanie opozycyjnych polityków i dziennikarzy do aresztów i podżeganie do pogromów przeciwko czarnoskórym imigrantom, ale Tunezyjczycy zarzekają się, że ich kraj nadal jest demokracją.

System subsydiów

Na tunezyjskich stacjach benzynowych nie ma tablic, na których wyświetlane są ceny paliw. Ceny te bowiem wszędzie są stałe i subsydiowane przez państwo. Za litr benzyny płaci się tam 2,5 dinara tunezyjskiego (3,35 zł). Ta cena obowiązuje zarówno obywateli, jak i cudzoziemców. (W sąsiedniej Libii litr benzyny kosztuje jednak równowartość 13 gr, więc przemyt paliwa nadal bardzo się opłaca). Systemem subwencji objęte są również ceny części podstawowych artykułów spożywczych. Na przykład cena bagietki wynosi 200 milimów (27 gr) i nie zmieniła się ona od ponad 30 lat.

Temu systemowi nie towarzyszy jednak bardziej rozbudowana opieka socjalna w stylu europejskim. Nie ma tam choćby zasiłków dla bezrobotnych, a zabiegi w szpitalach publicznych są częściowo płatne. Płaca minimalna wynosi od 390 dinarów miesięcznie. Przeciętne zarobki wynoszą natomiast około 1000 dinarów miesięcznie. Oficjalna stopa bezrobocia sięgała w drugim kwartale 15,6 proc. Inflacja w Tunezji osiągnęła swój szczyt na poziomie 10,4 proc. w lutym 2023 r., a we wrześniu zeszła do 9 proc. Główna stopa procentowa wynosi 8 proc. Wymiana narodowej waluty podlega natomiast ograniczeniom. Nie można jej wywozić za granicę, o czym przypominają nam choćby policjanci na lotniskach.

Tunezja jeszcze nie opublikowała danych o PKB za trzeci kwartał, ale wiadomo, że wzrost gospodarczy wyhamował z 2,1 proc. w pierwszym kwartale do 0,6 proc. w drugim. Międzynarodowy Fundusz Walutowy spodziewa się, że wyniesie on w tym roku 1,3 proc., po tym jak w 2022 r. sięgnął 2,5 proc. W 2024 r. może on natomiast przyspieszyć do 1,9 proc. Tunezyjski PKB na głowę (liczony według parytetu siły nabywczej) to 13,25 tys. dol. Jest więc nieco mniejszy niż w Ukrainie czy w Wietnamie, ale wyższy niż na Filipinach czy w Indiach. Tunezja może być uznawana za kraj wciąż dosyć ubogi, ale wielu Włochów przenosi się tam na emeryturę. Kuszą ich m.in. niskie koszty życia. W latach 1994–2000 ukrywał się tam przed prokuraturą włoski premier Bettino Craxi.

Atrakcje dla turystów

– Jeden dinar! Jeden dinar! – wołają do turystów liczni bazarowi sprzedawcy. Praktycznie w każdym miejscu turystycznym jest bazar. Czasem to samo targowisko stanowi atrakcję, szczególnie jeśli jest integralną częścią mediny, czyli starego miasta. Nabyć tam można niemal wszystko. Mamy sklepy z biżuterią i wyrobami snycerskimi, dywany i skóry, jest też ceramika i są tradycyjne tunezyjskie stroje, kosmetyki i magnesy, są też najróżniejsze słodycze i wciąż ruszające się krewetki. Przechodząc przez bazar, jesteśmy nieustannie zaczepiani przez sprzedawców, którzy próbują odgadnąć naszą narodowość i często odzywają się po polsku. Grunt to dobrze się targować. Pierwsza cena jest zawsze absurdalna (na przykład 100 dinarów za zestaw przypraw), a jak się na nią nie zgodzimy, usłyszymy, że jest ona „dla Amerykanów”, a „dla ciebie mam cenę specjalną”. Można zwykle zbić cenę wyjściową pięciokrotnie lub dziesięciokrotnie. Tylko trzeba mieć cierpliwość do negocjowania.

Tunezja ogólnie sprawia wrażenie kraju w budowie. Widzimy wiele niedokończonych domów, z których dachów wystają stalowe zbrojenia. Czasem te budowle są ledwo zaczęte. Postępy prac budowlanych zależą oczywiście od grubości portfela. Banki tutaj nie udzielają hojnie kredytów. Nisko oceniają zdolność kredytową wielu Tunezyjczyków. Gdy ktoś chce zbudować sobie dom, robi to więc wtedy, gdy sam odłoży trochę oszczędności. Gdy zgromadzone środki się kończą, prace są wstrzymywane aż do momentu, gdy znów zbierze się odpowiednia suma. Jeśli widzimy wystające pręty zbrojeniowe na dachu domu, który jest zamieszkany, to oznacza, że właściciel zostawił je ze względów technicznych – na wypadek, gdyby chciał rozbudować swój dom. Jeśli prętów na dachu nie ma, to mamy do czynienia z willą bogatego Tunezyjczyka lub włoskiego emeryta.

Tunezja jest ogólnie krajem bardzo zróżnicowanym i o bogatej kulturze, który jest atrakcyjny dla wielu rodzajów turystów. Dobrze bawić mogą się tam zarówno miłośnicy intensywnego zwiedzania, jak i rodziny z dziećmi chcące odpocząć na all inclusive. Tunezyjski rząd prognozuje, że o ile w 2022 r. do kraju przybyło 6,4 mln turystów, o tyle w tym roku będzie ich 8,5 mln. W 2019 r., czyli w ostatnim roku przed pandemią, było ich 9,4 mln. Turystyka odpowiada za około 7 proc. tunezyjskiego PKB. Pieniądze wydawane tam przez turystów można uznać za inwestycję w stabilność kraju będącego częścią miękkiego podbrzusza Europy. Na tej stabilności powinno nam zależeć.

Tunezja wydaje się być Polakom krajem dobrze znanym. Wszak bardzo wielu z nich spędzało tam wakacje. Przebywając w nim, można odnieść nawet wrażenie, że jest to kraj w pewnym stopniu „spolonizowany”. Język polski słyszymy tam bowiem często: na bazarach, w hotelach, restauracjach czy na lotniskach. „Dobra skóra z kangura!”, „Dobra z bobra, a lepsza z wieprza!” – tego typu powiedzonek nauczyli się tamtejsi handlarze. Mimo tej swoistej „polonizacji” Tunezja jest wciąż jednak krajem przez wielu Polaków słabo znanym, egzotycznym, a przy tym wrzucanym do jednego worka z innymi państwami Bliskiego Wschodu i Afryki Północnej.

Pozostało 94% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Gospodarka
Zdążyć przed powtórką katastrofy. Rząd chce naprawić Odrę, ale ma długie terminy
Materiał Promocyjny
Mity i fakty - Czy to prawda, że elektryczne auta palą się częściej niż spalinowe?
Gospodarka
Macron wzmocnił ekstremistów i zafundował krajowi impas
Gospodarka
Długa lista lęków Polaków związanych ze zdarzeniami losowymi
Gospodarka
Polska w ogonie unijnej innowacyjności. Raport Komisji Europejskiej
Gospodarka
Sankcje UE nie zaszkodziły jeszcze Moskwie. Ale zaszkodzą