Polska gospodarka zaczyna się rozgrzewać. Słowa prezesa NBP szybko tracą ważność

Nie widać, aby wysokie stopy procentowe mroziły polską gospodarkę. Przeciwnie, ta zaczyna się rozgrzewać.

Aktualizacja: 22.09.2023 06:38 Publikacja: 22.09.2023 03:00

Polska gospodarka zaczyna się rozgrzewać. Słowa prezesa NBP szybko tracą ważność

Foto: Adobe Stock

Słowa prezesa Narodowego Banku Polskiego Adama Glapińskiego szybko tracą ostatnio ważność. W lipcu mówił, że po wakacjach możliwa jest ostrożna obniżka stóp procentowych, ale pod warunkiem, że inflacja zmaleje poniżej 10 proc. Dwa miesiące później Rada Polityki Pieniężnej z prezesem NBP na czele dokonała gwałtownego cięcia stóp choć warunek jakiejkolwiek obniżki nie został spełniony. Po tej zaskakującej decyzji prof. Glapiński tłumaczył, że była konieczna, bo przy niezmienionych nominalnych stopach procentowych malejąca inflacja prowadzi do wzrostu realnych stóp. Polityka pieniężna, jak przekonywał, stała się więc zbyt restrykcyjna i zaczęła mrozić gospodarkę, która i bez tego słabnie w tandemie z gospodarką strefy euro. Kilka dni temu prezes NBP precyzował, że wszystkie dane z polskiej gospodarki, które ukazały się w ostatnich tygodniach, sugerują, że zarówno inflacja, jak wzrost PKB, będą niższe niż wskazywały lipcowe prognozy analityków z NBP. I ta ocena jest już nieaktualna.

Czytaj więcej

Inflacja bazowa nadal dwucyfrowa. NBP opublikował najnowsze dane

Tłoczno w sklepach

Porcja danych, które opublikował w ostatnich dniach GUS, sugeruje, że w sierpniu w tych sektorach gospodarki, na które największy wpływ ma polityka pieniężna, rozpoczęło się ożywienie. W szczególności, widać wyraźne odbicie popytu konsumpcyjnego, który poluzowanie polityki pieniężnej i fiskalnej będzie jeszcze podsycało.

Sprzedaż detaliczna towarów, mierzona w sklepach zatrudniających co najmniej dziesięć osób, zmalała w sierpniu realnie (tzn. w cenach stałych) o 2,7 proc. rok do roku, najmniej od stycznia br. i wyraźnie mniej niż szacowali ekonomiści. Co jednak ważniejsze, ta zniżka była wyłącznie konsekwencją wysokiej bazy odniesienia sprzed roku, związanej ze skokiem popytu na towary wraz z napływem uchodźców z Ukrainy. Oczyszczona z wpływu czynników sezonowych sprzedaż detaliczna w samym sierpniu wzrosła realnie o 1,3 proc., tak samo jak w lipcu, po zwyżce o 0,6 proc. w czerwcu. W ciągu tych trzech miesięcy poziom sprzedaży detalicznej zwiększył się łącznie o około 3,2 proc. Tak dobrą passę handel miał poprzednio na początku 2022 r. – gdy atak Rosji na Ukrainę spowodował u nas skok wydatków na pomoc dla uchodźców i ludności, która została w kraju.

Czytaj więcej

Zatrudnienie ostro w dół, płace ostro w górę. GUS podał najnowsze dane

Co więcej, szeroko rozumiany popyt konsumpcyjny z uwzględnieniem usług prawdopodobnie rośnie już nawet w ujęciu rok do roku. Po pandemii Covid-19, gdy gospodarstwa domowe zaopatrzyły się w dobra trwałego użytku, pozwalające na komfortową pracę w domu, ciężar wydatków przesunął się bowiem właśnie ku usługom. Stąd np. w II kwartale spadkowi sprzedaży detalicznej towarów o ponad 6 proc. rok do roku towarzyszył spadek popytu konsumpcyjngo ogółem o 2,7 proc. W III kwartale, choć sprzedaż towarów nadal maleje, bardzo prawdopodobna jest już zwyżka szeroko rozumianej konsumpcji. Tymczasem lipcowe prognozy analityków z NBP, do których odnosił się prezes tej instytucji, zakładały, że w bieżącym kwartale popyt konsumpcyjny zmaleje o 1,9 proc. rok do roku. Co więcej, spaść miał też w IV kwartale, co wydaje się dziś zupełnie nieprawdopodobne.

Bezrobocie to straszak

Odbicie popytu konsumpcyjnego nie jest niespodzianką, jeśli wziąć pod uwagę poprawiające się szybko nastroje gospodarstw domowych. W sierpniu tzw. bieżący wskaźnik ufności konsumenckiej (BWUK), który odzwierciedla oceny i oczekiwania gospodarstw domowych dotyczące ich sytuacji finansowej oraz stanu gospodarki, a także ich skłonność do dokonywania ważnych zakupów, wzrósł do -22,3 pkt z -24,9 pkt w lipcu. Wyżej był poprzednio w październiku 2021 r., gdy ustępowały obawy konsumentów związane z pandemią, a nie pojawiły się jeszcze nowe, związane z inflacją i wojną tuż za polską granicą. We wrześniu BWUK wzrósł ponownie, już 11. raz z rzędu.

Poprawa nastrojów konsumentów to konsekwencja malejącej inflacji i dobrej koniunktury na rynku pracy. Połączenie tych zjawisk sprawiło, że w sierpniu siła nabywcza przeciętnego wynagrodzenia w sektorze przedsiębiorstw wzrosła o 1,7 proc. rok do roku, najbardziej od lutego 2022 r. W kolejnych miesiącach wzrost płac będzie coraz bardziej przewyższał inflację, bo – znów wbrew diagnozie, którą formułuje prezes NBP – koniunktura na rynku pracy jest bardzo dobra. Fala zwolnień pracowników i skok bezrobocia, którymi grozić miałoby jakoby utrzymywanie stóp procentowych na niezmienionym poziomie, to zjawiska z innej epoki. W obecnej sytuacji demograficznej Polski są trudne do wyobrażenia. Owszem, w sierpniu w sektorze przedsiębiorstw doszło do wyraźnego spadku przeciętnego zatrudnienia (o 12 tys. etatów), ale w pewnym stopniu jest to efekt niedoboru pracowników i trudności firm w zapełnianiu wakatów po dobrowolnych odejściach, a nie spadku zapotrzebowania na pracę. A to oznacza, że nawet spadkowi zatrudnienia towarzyszyć może presja na wzrost płac.

Na pomoc Niemcom?

Szybki wciąż wzrost wynagrodzeń w warunkach opadającej inflacji sam w sobie wystarczyłby, aby spowodować odbicie konsumpcji. Tymczasem popyt napędzała będzie też łagodzona przed wyborami polityka fiskalna. Z początkiem 2024 r. ponownie mocno wzrośnie płaca minimalna i zwiększy się wartość świadczeń wychowawczych. Rząd zapowiedział właśnie przedłużenie wakacji kredytowych, a do tego wszelkie oczekiwania przekracza zainteresowanie tanim kredytem dla młodych. Większy ruch na rynku mieszkaniowym pociągnie za sobą wzrost wydatków na elementy wyposażenia wnętrz.

Prawdą jest, na co wskazywał prezes NBP, że w otoczeniu polskiej gospodarki sytuacja jest gorsza od oczekiwań. W szczególności niemiecki przemysł tkwi w głębokiej recesji. Poluzowanie polityki pieniężnej w Polsce tego jednak nie zmieni. Jego główną konsekwencją będzie podgrzanie i tak już rosnącego popytu konsumpcyjnego i utrwalenie inflacji – głównej przyczyny spowolnienia z ostatnich kwartałów – daleko powyżej celu NBP. Na dłuższą metę to gospodarce zaszkodzi, a nie pomoże.

Słowa prezesa Narodowego Banku Polskiego Adama Glapińskiego szybko tracą ostatnio ważność. W lipcu mówił, że po wakacjach możliwa jest ostrożna obniżka stóp procentowych, ale pod warunkiem, że inflacja zmaleje poniżej 10 proc. Dwa miesiące później Rada Polityki Pieniężnej z prezesem NBP na czele dokonała gwałtownego cięcia stóp choć warunek jakiejkolwiek obniżki nie został spełniony. Po tej zaskakującej decyzji prof. Glapiński tłumaczył, że była konieczna, bo przy niezmienionych nominalnych stopach procentowych malejąca inflacja prowadzi do wzrostu realnych stóp. Polityka pieniężna, jak przekonywał, stała się więc zbyt restrykcyjna i zaczęła mrozić gospodarkę, która i bez tego słabnie w tandemie z gospodarką strefy euro. Kilka dni temu prezes NBP precyzował, że wszystkie dane z polskiej gospodarki, które ukazały się w ostatnich tygodniach, sugerują, że zarówno inflacja, jak wzrost PKB, będą niższe niż wskazywały lipcowe prognozy analityków z NBP. I ta ocena jest już nieaktualna.

Pozostało 84% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Gospodarka
Macron wzmocnił ekstremistów i zafundował krajowi impas
Materiał Promocyjny
Mity i fakty - Czy to prawda, że elektryczne auta palą się częściej niż spalinowe?
Gospodarka
Długa lista lęków Polaków związanych ze zdarzeniami losowymi
Gospodarka
Polska w ogonie unijnej innowacyjności. Raport Komisji Europejskiej
Gospodarka
Sankcje UE nie zaszkodziły jeszcze Moskwie. Ale zaszkodzą
Gospodarka
Kreml klęka przed Indiami; od nich zależy rosyjska gospodarka czasu wojny
Gospodarka
Nowa kanclerz skarbu Wielkiej Brytanii. Bez obietnic, ale z wieloma pomysłami