Przy wzroście cen w lipcu o 10,1 proc. Wielka Brytania ma najwyższą inflację w gronie najbardziej rozwiniętych krajów z grupy G7. Specjaliści przewidują, że będzie dalej rosnąc, jeśli gaz nie stanieje, Goldman Sachs spodziewa się nawet 20 proc. Duża zależność tego kraju od importowanego gazu i szybki spadek wartości funta są głównymi przyczynami dużej inflacji. Tylko w ostatnich 3 miesiącach funt stracił do dolara prawie 8 proc. Wypadł gorzej od euro, a nawet od jena, zwiększając koszt importu nośników energii liczonego w dolarach — pisze Reuter.
Największym zagrożeniem dla brytyjskich rodzin są rosnące ceny energii. Przeciętne rachunki mogą skoczyć w październiku o 80 proc. do 3549 funtów (4117 euro) rocznie, a w 2023 r. do 6 tys., niszcząc domowe finanse. Krajowy instytut badań ekonomiczno-społecznych NIESR ocenia, że co piąte gospodarstwo domowe zostanie do 2024 r. bez żadnych oszczędności. Minister finansów Nadhim Zahawi uprzedził, że ludzie zarabiający 45 tys. funtów (52 200 euro) rocznie — znacznie powyżej średniej 31 285 (36 291 euro) — mogą mieć trudności z płaceniem rachunków.
Czytaj więcej
Rezygnacja Borisa Johnsona ze stanowiska przywódcy Partii Konserwatywnej (i wkrótce, premiera) zwiększa niepewność, co czeka gospodarkę kraju, któr...
Bank Anglii niepokoi ten inflacyjny nacisk wynikający z trudnej sytuacji na rynku pracy. Braki kadrowe po brexicie i na skutek pandemii wymuszają na pracodawcach czasem znaczne podwyżki wynagrodzenia. Z oficjalnych danych wynika, że obecnie na Wyspach pracuje o 188 tys. mniej ludzi z krajów Unii niż dwa lata temu, zaś liczba wyłączonych z rynku z powodu długiej choroby zwiększyła się w czerwcu do 2,39 mln, do poziomu najwyższego od 19 lat, podczas gdy przed pandemią było ich ok. 300 tys.
Pojawiły się jednak oznaki pewnego uspokojenia popytu na nową siłę roboczą. Liczba wolnych miejsc pracy, rekordowa w kwietniu na poziomie 1,3 mln, zaczęła maleć, z kolei liczba bezrobotnych wzrosła w czerwcu pierwszy raz od 17 miesięcy.
Liz Truss przekonuje do siebie obietnicą obniżenia progów podatkowych, a zacznie od odejścia od podnoszenia składki na ubezpieczenie społeczne i od zawieszenia dopłaty ekologicznej w rachunkach za energię elektryczną. Ekonomiści ostrzegali, że duży zastrzyk gotówki do kieszeni konsumentów nasili problem inflacji. Niższe progi podatkowe dużych wydatków zwiększą też presję na deficyt budżetowy w czasie, gdy zadłużenie finansów publicznych zbliża się do 100 proc. PKB. Rishi Sunak proponuje z kolei nakierowanie pomocy na mniej zarabiające gospodarstwa domowe poprzez większe zasiłki. Jego rywalka odrzucała początkowo taką „jałmużnę”, ale zgodziła się ostatnio na jedną taką pomoc.
W normalnych warunkach bank centralny spodziewający się recesji obniżyłby stopy procentowe, ale Bank Anglii ma inne powody do niepokoju — głównie taki, że rosnąca inflacja wywoła spiralę płacowo-cenową, która może nękać gospodarkę przez lata. Rynki spodziewają się, że bank podwyższy główną stopę do 4 proc. w przyszłym roku z obecnych 1,75 proc. Bank planuje też rozpoczęcie sprzedaży obligacji, które wykupił od początku globalnego kryzysu finansowego w 2007-8 r., co byłoby inną formą zaostrzania polityki pieniężnej.
Liz Truss uznała Margaret Thatcher za wzór do naśladowania. Jeśli to ona zostanie przywódczynią rządzącej Partii Konserwatywnej i premierem — jak się powszechnie oczekuje — to będzie potrzebować całej twardości i przebiegłości Żelaznej Damy wkraczając na scenę, która przypomina lata 80.: widmo recesji, niepokoje w przemyśle i upadek miast.