Świat wiązał ogromne nadzieje z porozumieniem w Stambule między Rosją i Ukrainą. Minister Szojgu podkreślał, że Rosja będzie chronić porty, jednak już w sobotę ostrzelała port w Odessie. Jak rynek zareagował na te wydarzenia?

W krótkim okresie rynek zareagował bardzo spokojnie. To jednak świeża sprawa, a czasy są tak zmienne, że uczestnicy rynku podchodzą do tego typu informacji spokojnie. Utrudnienia transportu zbóż z Ukrainy zostały już skonsumowane przez rynek, ceny zbóż się wypłaszczyły na wysokim poziomie. Każda informacja o możliwości zwiększenia tego transportu, zwłaszcza w kontekście nowych zbiorów, powinna wpłynąć na osłabienie cen, ale uczestnicy rynku są na tyle do tej zmienności już przyzwyczajeni – informacje o zmianach w logistyce pojawiają się co chwilę – że obecnie mają one ograniczony wpływ na faktyczne przepływy w handlu zagranicznym. Ponieważ te rosyjskie bomby spadły dość szybko po podpisaniu porozumienia, stawia to dość duży znak zapytania i powoduje dużą ostrożność w ocenie jego skutków. To może być game changer na rynku zbóż – jeśli to porozumienie będzie respektowane i ziarno zacznie płynąć w świat.

Giełdy mówią w tej chwili: poczekamy, zobaczymy?

Faktycznie, ponieważ to jest bardzo nowa sprawa – kolejne dni mogą pokazać, jak zareaguje rynek. Reakcje będą spokojne, chyba że wydarzy się coś nowego, co popchnie to porozumienie w stronę trwałości albo, przeciwnie, obniży jego wartość.

Czytaj więcej

Eksport zboża uwolniony. Ukraina, Turcja, Rosja i ONZ podpisały umowę

Najwięksi gracze mieli nadzieję, że uzgodnienia zatrzymają kryzys żywnościowy. Są też głosy, że samo uwolnienie zboża to za mało. Co jeszcze wpływa na kryzys?

Sama wojna nie wywołała wzrostu cen surowców rolnych. Obserwujemy zwyżki tych cen od końca 2020 r. Po pierwszej fali covidu wzrosły stawki transportu, surowce rolne są wożone po całym świecie, więc droższy transport miał wpływ na ceny surowców. Chiny potroiły import zbóż paszowych w sezonie 2020/2021, potem nieco ograniczyły import, ale nadal było to więcej niż przed covidem. Rosja wprowadziła cła eksportowe, by ograniczyć eksport zbóż i chronić rynek wewnętrzny. Pod koniec ubiegłego roku, gdy mocno zaczęły drożeć surowce energetyczne, to wszystko podbiło ceny. Początek wojny nie był więc punktem startowym, ale mocno przyspieszył dynamikę wzrostów.

Rosja, największy producent zbóż na świecie, również skorzysta na realizacji tego porozumienia, bo zwiększy eksport swojego zboża i nawozów. Czy to może mieć wpływ na ceny?

Tak, zwłaszcza że przez ostatnie dwa sezony Rosja wprowadziła wysokie cła eksportowe, a w tym sezonie cła zostały obniżone. To powinno działać w kierunku zwiększenia rosyjskiego eksportu na rynki światowe i w konsekwencji wywierać negatywną presję na ceny. Ale sytuacja jest na tyle skomplikowana, że łatwiej byłoby oceniać najbliższe miesiące, gdybyśmy wiedzieli, że polityka Rosji się utrzyma, eksport zbóż z Rosji będzie większy, a przepływ z Ukrainy będzie uwolniony.

Porozumienie ze Stambułu wymienia trzy porty: w Odessie, Czarnomorsku i Jużnem. Jaką rolę odgrywa transport morski z Ukrainy, że to jest dziś temat debaty międzynarodowej?

Ukraina większość swojego transportu realizowała przez porty, bo towary masowe – ze względu na niską jednostkową wartość – muszą być transportowane masowo, by to było ekonomicznie uzasadnione. Sama logistyka też jest ważna: możliwość przewiezienia ogromnych partii towaru w bardzo odległe regiony świata. Tak samo dzieje się zresztą w Polsce i krajach Europy Zachodniej. Porty są oknem na świat dla surowców roślinnych. To latami działało bez zakłóceń, dopiero wybuch wojny, konieczność przemodelowania transportu wywołała debatę. Jednak transport lądowy nie jest tak wydajny, Ukraina w czasach pokoju wysyłała 5 mln ton zboża miesięcznie, a po wybuchu wojny koleje szacowały swoje zdolności przewozu na 600 tys. ton. Dziś to już się poprawiło.

Czy mamy czas, by tak wolno zwiększać eksport lądowy?

Pojawia się pytanie, czy realne są deklaracje Brukseli o eksporcie 20 mln ton w trzy miesiące. Problem jest taki, że większość czynników, które mogą oddziaływać na tę sytuację, to czynniki polityczne, których nie jesteśmy w stanie ocenić.

Oprócz zbóż ważnymi surowcami są mięso czy mleko. Jak wyglądają perspektywy cenowe na tych rynkach?

Zboża pełnią tu ważną funkcję, są składnikiem pasz. Dziś część ekonomistów mówi o kilku kwartałach spowolnienia gospodarczego, niektórzy wskazują na możliwość wystąpienia recesji. To może osłabiać ceny zbóż, jednak mniej jest czynników, które mogłyby obniżyć ceny mleka czy mięsa. Produkcja jest stabilna, ale drogie pasze obniżają jej rentowność.

Problem podażowy jest dość poważny, nie w kontekście głodu, ale cen, które na rynku światowym i w Polsce są na rekordowych poziomach. Zboża w czerwcu były droższe o 70 proc, niż rok wcześniej, a drób i wołowina o ok. 60 proc.

Jeszcze nie widzimy całego wpływu wzrostu czynników produkcji w cenach detalicznych żywności. Ta transmisja trwa czasem dłużej – część składników do produkcji spożywczej jest kupowana w ramach kontraktów.

Dużo mówimy dziś np. o drożejącej energii. Zobaczymy to w żywności, ale za jakiś czas. Jestem bardzo ostrożny we wskazywaniu terminu, kiedy będzie szczyt inflacji w cenach żywności. Myślę, że na jesieni i zimą będziemy obserwowali dalszą część przenoszenia wyższych kosztów na ceny dla odbiorcy detalicznego, są też pytania o podaż gazu i surowców do produkcji ciepła. To generuje wiele wątpliwości, także o następny rok.

CV

Grzegorz Rykaczewski

Analityk rynków rolnych w banku Santander, w latach 2014–2015 analityk rynku mięsa w Banku Gospodarki Żywnościowej. Od 2005 do 2014 r. w Agencji Rynku Rolnego. Absolwent polityki międzynarodowej i integracji europejskiej na UKSW oraz studiów doktoranckich w Kolegium Zarządzania SGH.