Poprzedni tydzień na rynkach rozwijających się, jeśli porównamy go z kilkoma wcześniejszymi, był wyjątkowo bezbarwny. Indeks MSCI EM zyskał co prawda na wartości, ale skala zwyżki nie przekroczyła nawet 1 proc., co oznacza, że nie udało mu się odrobić strat z poprzedniego tygodnia. Z punktu widzenia analizy technicznej może to oznaczać powrót spadków w kolejnym tygodniu.
Niewielkie zmiany na giełdach emerging markets wynikały z tego, że w poprzednim tygodniu na rynek nie trafiła żadna wiadomość dużego kalibru, która mogłaby wstrząsnąć inwestorami i zachęcić ich do zamykania lub otwierania pozycji w akcjach. Wcześniejsze kilka tygodni było bardziej udanych pod tym względem.
Najpierw rynki dyskontowały (gwałtowną wyprzedażą akcji) groźbę wojny w Syrii. Następnie giełdy musiały zmierzyć się z pozytywną wiadomością, że amerykański Fed zamierza dalej stymulować gospodarkę poprzez skupowanie obligacji za drukowane pieniądze (tzw. program QE3).
W ostatnim tygodniu uwaga inwestorów skupiała się ponownie na Stanach Zjednoczonych i tarciach polityków odnośnie do budżetu na bieżący rok fiskalny (zaczął się 1 października). Mimo że decydentom nie udało się dojść do porozumienia, rynki światowe przyjmowały to z dużym dystansem.
Większego znaczenia dla inwestorów nie miały też publikowane dane makroekonomiczne, zwłaszcza że trudno było je spiąć wspólnym mianownikiem, że były dobre bądź słabe.
W poniedziałek inwestorów nieco zmroziła informacja, że po weryfikacji wrześniowy wskaźnik koniunktury dla chińskiego przemysłu (PMI) wyniósł tylko 50,2 pkt, zamiast prezentowanych kilka dni wcześniej 51,2 pkt. Pierwotny odczyt spotkał się z euforycznym przyjęciem i został zinterpretowany jako mocny sygnał, że dalekowschodni tygrys wrócił na tory szybkiego wzrostu. Jego obniżenie, przynajmniej na giełdzie w Szanghaju w poniedziałek, nie wywołało większej reakcji. W kolejnych dniach tamtejszy parkiet z powodu narodowego święta nie pracował.
Wtorek przyniósł natomiast prawdziwy festiwal danych o wrześniowym PMI dla przemysłu gospodarek europejskich i azjatyckich. O ile dla państw zachodnich dane wypadły neutralnie, to dla sporej części rynków wschodzących odczyty okazały się miłą niespodzianką.
W tym gronie znalazła się m.in. Polska. Wrześniowy PMI dla przemysłu wzrósł do 53,1 pkt, z 52,6 pkt, co oznacza, że ten segment naszej gospodarki rozwija się coraz szybciej.
Pozytywnie zaskoczyły też Węgry, gdzie wskaźnik sięgnął aż 54,5 pkt. wobec 51,8 pkt w sierpniu. Niezłe dane dostarczyły też Indie, gdzie PMI dla przemysłu zbliżył się (wyniósł 49,6 pkt wobec 48,5 pkt miesiąc wcześniej) do poziomu granicznego 50 pkt, którego pokonanie oznacza, że dany segment gospodarki rośnie, zamiast się kurczyć.
Zimnym prysznicem dla giełdy w Bombaju okazały się jednak, publikowane w piątek, dane o koniunkturze w sektorze usług. Wskaźnik spadł do ledwie 44,6 pkt, z 47,6 pkt, co oznacza, że na ożywienie w indyjskiej gospodarce trzeba będzie jeszcze poczekać. W konsekwencji główny indeks indyjskiego parkietu w skali całego tygodnia zyskał symboliczne 0,11 proc.
Nasz giełda, z powodu gwałtownej, ponad 1-proc. przeceny w piątek, należała do najsłabszych rynków wschodzących. W skali tygodnia straciła 1,15 proc., głównie za sprawą wyprzedaży spółek surowcowych.