George W. Bush od słoweńskiego Brda rozpoczął swoje ostatnie europejskie tournee. Na pół roku przed definitywnym rozstaniem się z Białym Domem wziął udział w szczycie Unia Europejska – USA, który pokazał, że obu stronom łatwiej teraz o porozumienie w sprawach polityki zagranicznej niż gospodarczych.
Waszyngton tradycyjnie odmawia przyłączenia się do protokołu z Kioto, w którym państwa uprzemysłowione zobowiązały się do ograniczenia emisji CO
2
. Dla Unii Europejskiej walka z ociepleniem klimatu to dziś jeden z priorytetów, do którego dopasowywana jest cała polityka gospodarcza.
Bush powiedział co prawda, że porozumienie w tej sprawie może zapaść jeszcze przed końcem jego kadencji, ale zaraz dodał: „Żadna międzynarodowa umowa nie będzie skuteczna bez Chin i Indii”. Tego stanowiska nie podziela Unia, zdaniem której to najbardziej rozwinięte kraje muszą dokonać największych koncesji ekologicznych. Na razie nie widać też końca sporu między UE a USA w negocjacjach Światowej Organizacji Handlu (WTO) o dalszej liberalizacji handlu.
Jak zauważają eksperci, wczorajszy szczyt w Słowenii nie był dobrym momentem na składanie obietnic. Bo już jutro Irlandczycy głosują w referendum nad traktatem lizbońskim. Jakakolwiek wypowiedź sugerująca ustępstwa Europy w sprawach rolnych mogłaby być źle przyjęta przez silne w Irlandii lobby farmerów. Waszyngton jest głuchy na apele Brukseli w sprawie zniesienia wiz dla wszystkich obywateli UE. Nie tylko utrzymuje ten obowiązek dla Polski i kilku innych państw, ale też wprowadza dodatkowe obostrzenia dla mieszkańców Europy Zachodniej.Tłumaczy się zagrożeniem terrorystycznym.
W tej sytuacji jedyny znaczący komunikat przywódcy wydali w sprawie Iranu. Zarówno Bush, jak i unijni liderzy nie wierzą w zapewnienia Teheranu, który program wzbogacania uranu nazywa „pokojowym”. – Albo zdecydują się na lepsze stosunki z nami, albo ryzykują izolację – mówił Bush w imieniu Zachodu. Wczoraj Unia i USA zapowiedziały kolejne sankcje finansowe wobec Iranu.