Obecne władze w Polsce podkreślają, że własna waluta to najlepszy, niemalże automatyczny, stabilizator koniunktury. W sytuacjach boomu silny złoty uspokaja rozgrzaną gospodarkę, zaś w sytuacjach kryzysowych słaby złoty może ograniczyć w niej skalę zniszczeń. Do tego kraj poza strefą euro ma możliwość prowadzenia samodzielnej polityki monetarnej dostosowanej do krajowych potrzeb.

Reakcja NBP

Pytanie jednak, czy ostatnie dwa lata kryzysu pandemicznego potwierdzają tezę o „wyższości" złotego nad euro?

Śledząc poczynania Narodowego Banku Polskiego i reakcje gospodarki, odpowiedź nie jest jednoznaczna. Na początku 2020 r., gdy cała Europa przeżywała szok pierwszego uderzenia pandemii, NBP użył instrumenty zbliżone do tych stosowanych przez Europejski Bank Centralny (duża obniżka stóp i skup obligacji skarbowych z rynku), trudno więc ocenić, czy autonomia polityki pieniężnej jakoś nam wówczas szczególnie pomogła.

Za to posiadanie własnej waluty mogło pomóc w szybkiej odbudowie eksportu po pierwszym pandemicznym załamaniu. Warto przypomnieć, że złoty osłabił się wyraźnie w kwietniu 2021 r. zarówno do dolara, jak i euro, co zwiększyło opłacalność sprzedaży zagranicznej.

Czytaj więcej

Euro znów kusi Polaków. Złoty nie pomógł w kryzysie

Polska przed Francją

– Warto tu zwrócić uwagę na historyczne wydarzenie, jakim jest fakt, że według danych za pierwsze osiem miesięcy 2021 r. Polska przegoniła Francję pod względem wartości eksportu do Niemiec – podkreśla Stefan Kawalec, prezes Capital Strategy. Własna waluta i automatyczne dostosowanie kursu walutowego ułatwiają utrzymanie konkurencyjności międzynarodowej. Korzyści z tego tytułu dla wymiany handlowej są znacznie większe niż koszty wynikające z konieczności wymiany walut i z wahań kursu – mówi. Jego zdaniem jaskrawą tego ilustracją jest właśnie porównanie rozwoju handlu między Niemcami a ich dwoma największymi sąsiadami: Francją i Polską. Niemcy mają z Francją wspólną walutę, lecz obroty handlowe z nią rosną znacznie wolniej niż z Polską. Francuska gospodarka jest 4,5 razy większa od polskiej (pod względem PKB w cenach bieżących), lecz mimo to eksport Polski do Niemiec przegonił eksport Francji. Kraj ten boryka się ponadto z deficytem w obrotach międzynarodowych (w tym również z Niemcami), a Polska ma obroty zrównoważone.

Wiarygodność banku

Kolejną odsłonę kryzysu pandemicznego obserwowaliśmy w drugiej połowie 2021 r. w postaci rosnącej szybko inflacji i nasilających się turbulencji na rynkach finansowych. Pierwotnym źródłem tych zawirowań były czynniki zewnętrzne, takie jak oczekiwania inwestorów globalnych na podwyżkę stóp procentowych, ale złoty osłabił się najmocniej wśród wszystkich krajów regionu, znacznie mocniej też reagował polski rynek długu.

Czy własna waluta zdała wówczas egzamin, obroniła nas przed większym tąpnięciem? W tym przypadku – jak oceniają ekonomiści – stało się właściwie odwrotnie, bo wybuch inflacji i słabość złotego była w pewnej części także efektem błędów w polityce monetarnej.

– Własna polityka monetarna może być źródłem stabilizacji rynków finansowych lub ich destabilizacji, jeśli nie jest optymalna – zaznacza Cezary Wójcik. – W ostatnim okresie obserwujemy spory uszczerbek na wiarygodności polityki naszego banku centralnego. Mowa o opóźnionej reakcji na podwyższoną inflację czy o niefortunnych komunikatach prezesa NBP. Uważam, że gdybyśmy byli w strefie euro, udałoby się uniknąć dużej części ostatnich zawirowań na rynkach finansowych. Gdybyśmy mieli euro, nie mielibyśmy wahań kursowych i mniejszą zmienność na rynku długu, ponieważ EBC cieszy się dużo większą wiarygodnością – analizuje Wójcik.

Czytaj więcej

Europejczycy docenili wspólną walutę. Poparcie dla euro znacznie wzrosło

Nowe argumenty

Według zwolenników euro w Polsce błędy w polityce monetarnej można uznać za nowy argument za przystąpieniem do Eurolandu. Zresztą można znaleźć ich więcej.

– Będąc poza euro, możemy obecnie szybciej niż ECB podnosić stopy i walczyć z inflacją, ale to de facto walka z problemami, które częściowo sami wywołaliśmy, prowadząc politykę boomu konsumpcyjnego w ostatnich latach – mówi Rafał Bencki, główny ekonomista ING Banku Śląskiego. Jak wyjaśnia, wysoki dziś w Polsce wzrost cen, to nie tylko efekt globalnego szoku inflacyjnego spowodowanego przez pandemię, ale też wysokiej wewnętrznej inflacji sprzed pandemii.

Benecki zaznacza, że obecność w strefie euro wymusiłaby inny, lepszy policy mix. W unii monetarnej nie da się poprawiać konkurencyjności poprzez utrzymywanie słabej waluty, trzeba to uzyskiwać innymi sposobami, takimi jak odpowiedzialna polityka budżetowa nastawiona nie na wspieranie konsumpcji, ale inwestycji, szczególności prywatnych.

Janusz Jankowiak główny ekonomista Polskiej Rady Biznesu

Wejście do Eurolandu nie rozwiązałoby automatycznie naszych problemów. Ale warto sobie zdawać sprawę, że dziś płacimy cenę za posiadanie własnego banku centralnego w postaci wahań kursu walutowego i wzrostu ceny pieniądza. Obecność w strefie euro oznacza korzyści znacznie wykraczające poza bieżący bilans ryzyk. To możliwość uczestniczenia w reformowaniu UE po dwóch wielkich kryzysach. Pakt stabilności ma zostać odnowiony, a zadłużenie Unii – zredukowane, szczególnie w tej części pandemicznej. Ale głównie dotyczy to krajów strefy euro, kraje spoza – zyskają na tym niewiele lub wcale. ?

Inflacja barierą wejścia

Według Ministerstwa Finansów Polska nie spełnia co najmniej dwóch kryteriów nominalnej konwergencji. Przede wszystkim nie wypełniamy wymogu stabilności cen. W październiku 2021 r. średnie 12-miesięczne tempo wzrostu cen wyniosło u nas 4,5 proc. i było o 2,2 pkt proc. wyższe od wartości referencyjnej. Według wyliczeń Ministerstwa Finansów spełnialiśmy kryterium stóp procentowych, gdzie podstawą jest rentowność długoterminowych obligacji skarbowych: wyniosła 1,6 proc., 0,7 pkt proc. poniżej wartości referencyjnej. Kryterium fiskalne mówi, że deficyt finansów publicznych nie powinien przekraczać 3 proc. PKB, a dług 60 proc. PKB. W kryzysowym 2020 r. nasz dług wynosił 57,7 proc. PKB, zaś deficyt 7 proc. PKB. Polska nie wypełnia też kryterium kursu walutowego, bo złoty nie uczestniczy w Europejskim Mechanizmie Kursowym ERM II. ?