Złoty w ciągu ostatniego tygodnia osłabił się względem euro o 7 groszy – wczoraj za euro płacono 4,07 zł. W tym samym czasie frank zdrożał z 3,1 zł do 3,22 zł. Analitycy wskazują, że przyczyną słabnięcia polskiej waluty są wydarzenia na świecie i obawy inwestorów, jakie wzbudzają konsekwencje trzęsienia ziemi w Japonii, czy zdarzenia na Bliskim Wschodzie.
– Złoty słabnie na fali globalnych zawirowań na rynku walutowym – uważa Dariusz Filar, były członek RPP. – Niepewność związana jest zwłaszcza z sytuacją w USA i strefie euro. Do tego dochodzą zawirowania wokół jena, co jest konsekwencją wydarzeń w Japonii. Inwestorzy kierują swoją sympatię w kierunku bezpiecznego franka.
Wysokie ceny surowców i słaby złoty z pewnością wzbudzą zainteresowanie członków Rady Polityki Pieniężnej, jednak – zdaniem byłego członka RPP – decydujące będzie to, co wynika z projekcji inflacji.
4,25 proc. może wynieść główna stopa NBP na koniec roku. 3,75 proc. wynosi obecnie
Podwyżki stóp w kwietniu nie wykluczył wczoraj w wywiadzie dla Reutersa Adam Glapiński, zaliczany do gołębiego skrzydła rady.
Z kolei Grzegorz Maliszewski z Banku Millennium nie jest w 100 proc. przekonany, że podwyżka stóp na pewno nastąpi. – Niższa od spodziewanej inflacja (3,6 proc.) oraz niższy wzrost płac (4,1 proc.) mogą być wsparciem dla tych osób z rady, które nie są przekonane o konieczności podwyżki stóp – wyjaśnia ekonomista. – Z drugiej strony inflacja waha się w okolicach górnej granicy dopuszczalnego odchylenia od celu RPP, a wysokie ceny surowców lada moment przełożą się na ceny konsumentów.
W ocenie Maliszewskiego decydujący będzie głos prezesa NBP, który w styczniu zmobilizował wszystkich członków do podjęcia jednogłośnej decyzji o podwyżce stóp o 25 pkt bazowych. W marcu, mimo iż pojawił się podobny wniosek, rada nie zmieniła poziomu stóp procentowych.
O tym, że podwyżka o 25 pkt bazowych na najbliższym posiedzeniu RPP nastąpi, przekonany jest Łukasz Tarnawa z PKO BP. – Zbyt dużo wysłuchaliśmy już wypowiedzi członków rady za podwyżkami – mówi ekonomista PKO BP. – Gdyby teraz zmienili oni zdanie, oznaczałoby to, że kierują się bieżącym odczytem poziomu inflacji.