Korespondencja z Rzymu
Targi trwały ponoć do późna w nocy, a gdy Monti wczoraj o godz. 11. przybył na Kwirynał przedstawić swój nowy rząd, spędził w gabinecie z prezydentem Giorgiem Napolitano niemal dwie godziny. Jak się domyślają włoskie media, były premier Silvio Berlusconi naciskał, by wicepremierem został cieszący się powszechnym szacunkiem jego najbliższy współpracownik i przyjaciel, szef gabinetu Gianni Letta. Dla równowagi drugim wicepremierem miał zostać człowiek lewicy, prof. Giuliano Amato, w przeszłości dwukrotnie na krótko szef włoskiego rządu.
68-letni Monti nie uległ tym naciskom. Wyjaśnił, że nieobecność polityków ułatwi funkcjonowanie rządu i przedstawił gabinet złożony z ludzi dojrzałych, na ogół po sześćdziesiątce, apolitycznych, wybitnych fachowców i praktyków w swoich dziedzinach. Są to nazwiska powszechnie znane i szanowane w całych Włoszech.
Najważniejsze w dobie kryzysu stanowisko ministra gospodarki objął sam Monti. Szefem dyplomacji został Giulio Maria Terzi di Sant'Agata, który reprezentował Włochy w ONZ, Izraelu, a także w siedzibie NATO w Brukseli. Szefem MSW mianowana została Anna Maria Cancellieri, prefekt policji w Genui, Parmie i Katanii. Resort obrony objął admirał Giampaolo Di Paola, przewodniczący Komitetu Wojskowego NATO.
Do rządu weszli również dyrektor banku, cztery osoby z tytułami profesorskimi, a także przewodniczący słynnej Wspólnoty św. Idziego, zaangażowanej w dialog międzyreligijny, Andrea Riccardi jako minister kultury.
Włosi coraz dotkliwiej odczuwający skutki kryzysu, przyjęli nowego premiera z nadzieją i entuzjazmem. Jak wynika z sondaży, wspiera go aż 75 proc. społeczeństwa. Publicyści zgodnie jednak zwracają uwagę, że trudno oczekiwać, by parlament zmienił się nagle w głosującą maszynkę do akceptowania choćby i najsłuszniejszych ustaw Montiego. Stąd trudno wyobrazić sobie, że nagle lewica, w której ogromne wpływy posiadają związki zawodowe, wbrew interesowi swego elektoratu zgodzi się na liberalizację prawa pracy czy reformę systemu emerytalnego. Można sobie też wyobrazić, że prawica stanie w obronie klasy średniej i sektora prywatnego, gdy Monti będzie chciał wydrenować im kieszeń. Co więcej, choć Berlusconi i jego koalicja utracili większość w Izbie Deputowanych, nadal posiadają ją w Senacie. Obie strony zapiekłego politycznego sporu mają więc instrumenty, by storpedować misję Montiego.
Natomiast branżowe związki zawodowe Cobas będą dziś strajkować i protestować przeciw programowi nowego rządu Montiego w 24 miastach, choć premier jeszcze żadnego programu nie przedstawił.