Energii, młodzieńczej pogody ducha i uśmiechu mogłoby jej pozazdrościć wielu znacznie młodszych - co pokazuje film zrealizowany przez Stanisława Janickiego.
- Początkowo chciałem odbyć z panią Danutą trzy rozmowy, na których oparłby się film - wyjaśnia reżyser. - Była tylko jedna - o dzieciństwie i młodości.
Bohaterka uznała bowiem, że mówienie o teatrze i filmie nie interesuje jej, bo woli grać niż się na ten temat wypowiadać.
Za to jej opowieści o szczęśliwym dzieciństwie i młodości pokazują barwną, bogatą osobowość. Najmłodsze lata spędziła na wsi, w Kosarzyskach, w rodzinnym domu, który stworzyli jej rodzice nauczyciele.
- Miałam wspaniałego ojca - wspomina Danuta Szaflarska. - Kochał jarmarki, konie, pola i wieś. Po nim chyba przejęłam charakter.
Uśmiecha się z wdziękiem przypominając sobie, jak psuła lalki, by dowiedzieć się, dlaczego mrugają oczami, a także jak nie lubiła pewnego doktora, który ją leczył.
- Nie mógł się do mnie zbliżyć, bo jakbym go pokopała, to zrobiłabym mu krzywdę - pamięta. - Jak go widziałam, byłam cała w potach z wściekłości i to wystarczało, żeby gorączka mi spadała.
Kiedy miała 12 lat marzyła o występach w cyrku i ćwiczyła bicepsy. - Chciałam być siłaczem - mówi.
To marzenie udało się spełnić za sprawą roli filmowej, którą zagrała w „Domu bez okien” (1962). Była treserką tarpanów, z których dwa były dzikie. Miała kłopot z ich odróżnieniem, co mogło się źle skończyć.
- Wspaniałe - wspomina z rozmarzeniem ósemki, które nauczyła się wtedy wywijać pejczem.
Jak miała 9 i pół roku, zmarł jej tata. Wtedy przeprowadziły się z mamą do Nowego Sącza. Tam uczęszczała do gimnazjum matematyczno-przyrodniczego. - Wezwali mnie do dyrekcji, że noszę beret za bardzo na bakier, to nałożyłam na uszy - pokazuje. - I nie wolno było ulicą chodzić z chłopakami. Ale za to można było na ślizgawce - to odmrażałam ręce i nogi, bo z chłopakami była ślizgawka codziennie cztery godziny.
Była członkiem miejscowego Koła Dramatycznego, została obsadzona w „Horsztyńskim” jako Michaś. Miała wtedy 11 lat i udzieliła pierwszego wywiadu dziennikarzowi. Po maturze wybrała WSH - Wyższą Szkołę Handlową. - Wcale mnie to nie interesowało, tylko medycyna, ale mamy nie było stać - wspomina.
Po roku studiów w Krakowie, odwiedzili ją koledzy i namówili do zdawania do Państwowego Instytutu Sztuki Teatralnej. Egzamin zdawała z marszu.
- Skompromitowałam się okropnie - mówi lekko zażenowana. - Miło było, ale właściwie wyrzucili mnie za drzwi. Nic nie wiedziałam. „Pani wiedza o teatrze jest taka jakby aptekarz mylił kwas solny z olejem rycynowym” - ocenił mnie Zelwerowicz i odesłał do biblioteki, żebym nadrobiła braki.
Nadrobiła. Studiowała m.in. z Hanką Bielicką i Jerzym Duszyńskim. Zadebiutowała na scenie w teatrze Na Pohulance w Wilnie we wrześniu 1939 roku. Brała czynny udział w podziemnym życiu teatralnym oraz w powstaniu warszawskim.
Po wojnie, w Starym Teatrze w Krakowie zagrała 14-letnią dziewczynkę w „Teorii Einsteina” w reżyserii Juliusza Osterwy. Miała 30 lat i wyglądała bardzo dziewczęco. Po premierze, krytyk teatralny, Juliusz Kydryński, przyszedł za kulisy.
- Pogłaskał mnie po głowie i zapytał: „jak ci się dziecko podoba w teatrze?” Odpowiedziałam: „bardzo, proszę pana”. Widzowie filmowi pokochali ją za role w „Zakazanych piosenkach” (1946) i w „Skarbie” (1949).
- Danusia błyszczała na początku kariery - mówi Erwin Axer. - Potem długie lata miała zainteresowania pozateatralne. Życia była spragniona. Nie zrobiła kariery, którą powinna była zrobić.
- Mniej interesowałam się teatrem, bardziej życiem - przyznaje w filmie Danuta Szaflarska. - Mam przeróżne przygody, bo zawsze wetknę nosa tam, gdzie nie trzeba. Jestem ciekawa nawet rzeczy niebezpiecznych. I obrywam nieraz, ale wszystko się po coś przydaje.
I nie sposób jej nie wierzyć, gdy ogląda się grane przez nią postaci pulsujące życiem i charakterem. Tego nie można się nauczyć...
[i]W piątek w TVP 1 o godz. 14.00 film dokumentalny „Nie wolno przerwać spektaklu” o Danucie Szaflarskiej [/i]