WZSRR za „antypaństwowe” żarty zaczęto karać już za Lenina. Szacuje się, że skazano wówczas ponad sto tysięcy ludzi. Jego następcy mieli ambicję, by tę liczbę znacznie powiększyć. Ale i o tym żartowano: „Słyszałeś o konkursie na najlepszy dowcip polityczny? „Nie”. „Pierwsza nagroda: 25 lat”. Gdzie indziej nie było lepiej. Studenci byli relegowani z uczelni, a rumuńscy dziennikarze i korektorzy, by nie stracić pracy, pilnowali się, by nie popełnić błędu, pisząc imię Nicolae Ceausescu, ponieważ „niczolai” znaczy po rumuńsku... „nie ma ptaszka”.

Niewiele miejsca w duńskim filmie zajmują polscy prześmiewcy socjalizmu. Wspomniana jest jedynie wrocławska Pomarańczowa Alternatywa i ówczesny rzecznik rządu Jerzy Urban, nazwany tu satyrykiem. Władze popierały dowcip kontrolowany, czyli prezentowany przez oficjalnie wydawane magazyny satyryczne. Traktowały je jako wentyl bezpieczeństwa. Wolno było żartować z rzeczy, które denerwowały rodaków, ale nie z samego ustroju. Rosjanie mieli „Krokodyla”, Polacy – „Szpilki”, Czesi – „Dikobraz”, a mieszkańcy NRD – „Eulenspiegel”. Ich wydawcy wymyślali dowcipy antyimperialistyczne, w założeniu równie zabawne jak kawały wyśmiewające komunizm. Całości dopełniała cenzura, bezlitośnie kastrująca książki, filmy, przedstawienia.

Tymczasem obywatele, by przetrwać czas absurdu, karmili się dowcipami o polityce, gospodarce, przywódcach. W miarę kruszenia się socjalizmu władze patrzyły na to coraz bardziej przez palce, chociaż np. w NRD komuniści przez wiele lat układali co tydzień listę słów zakazanych. – Przy Komitecie Centralnym istniał wydział propagandy, który zajmował się wschodnioniemieckimi mediami – wspomina jeden z bohaterów filmu. – Zakazywał np. wspominać o małych samolotach, żeby nie zachęcać ludzi do ucieczki na Zachód tego typu maszynami.

A w odległym amerykańskim raju na polecenie prezydenta Ronalda Reagana Departament Stanu zbierał rosyjskie kawały. Reagan uwielbiał bowiem opowiadać je podczas spotkań z przywódcą ZSRR Michaiłem Gorbaczowem. – Oto historyjka, którą miałem zaszczyt opowiedzieć panu Gorbaczowowi, a on się śmiał – opowiada w filmie. – Amerykanin i Rosjanin spierają się o wolność słowa w swoich krajach. Amerykanin mówi: „Mogę wejść do Gabinetu Owalnego, walnąć pięścią w stół i powiedzieć: »Panie prezydencie, nie podoba mi się pańska polityka«”. Rosjanin odpowiada: „Mogę zrobić to samo”. „Naprawdę?”. „Tak. Mogę pójść na Kreml do sekretarza generalnego, walnąć pięścią w stół i powiedzieć: »Panie sekretarzu, nie podoba mi się polityka prezydenta Reagana«”.

[i]Śmiech i młot

0.45 | TVP 2 | czwartek[/i]