Pierwszą część można obejrzeć w sobotę w HBO. Drugą w niedzielę. Film nie ma nic wspólnego z dziełem Mela Gibsona. Jest natomiast według twórców odpowiedzią na krwawą wizję męczeństwa Chrystusa zaprezentowaną przez australijskiego gwiazdora.
W nowej „Pasji” Jezus jest charyzmatycznym kaznodzieją, który wie, jak panować nad emocjami tłumu. Aby potwierdzić proroctwo o nadejściu Mesjasza, wjeżdża na osiołku do Jerozolimy wschodnią bramą. Przepędza kupców ze świątyni, by zwrócić na siebie uwagę wiernych. Ale jest także uduchowionym człowiekiem, który cierpi z powodu przeznaczenia, choć chce je wypełnić.
Film miał przed rokiem premierę na Wyspach. Kontrowersje wzbudziła scena ukrzyżowania Jezusa odbiegająca od biblijnego opisu. Mocno ugięte nogi na podpórce, gwoździe wbite w ramiona, a nie w dłonie – BBC zarzucano fałsz i obrażanie chrześcijan.
Nie mniejsze poruszenie wywołały postaci Kajfasza i Piłata, próbujących zapanować nad wieloetnicznym tyglem, jakim w filmie jest Jerozolima. Twórcy pokazują obu jako ludzi, których można polubić i zrozumieć ich racje. Zwłaszcza że działalność Jezusa zagraża kruchemu porządkowi społecznemu w mieście.
Autorzy telewizyjnej „Pasji” nie są pionierami w prowokowaniu uczuć wiernych.
Skandalem zapachniało w 1964 roku, gdy Pier Paolo Pasolini – znany z komunistycznych poglądów ateista – zrealizował „Ewangelię według świętego Mateusza”. Reżyser nasycił obraz osobistym tonem, łącząc go z ascetycznym, niemal dokumentalnym sposobem opowiadania. Jak przyznawał po latach: „Być może jestem człowiekiem niewierzącym, ale takim, który tęskni za wiarą”. Z tej tęsknoty powstał jeden z najpiękniejszych filmów religijnych w historii kina. Jednak w chwili premiery Pasolini musiał odpierać zarzuty. Komunistyczna lewica oskarżyła go o zdradę ideałów. Inni, że przedstawił Chrystusa jako utopijnego rewolucjonistę.
Bluźniercami nazywano komików z „Latającego cyrku Monty Pythona”, którzy w 1979 r. nakręcili „Żywot Briana”. Początkowo film nazywał się „Jezus Chrystus. Żądza chwały”, ale obrazoburczy tytuł nie przeszedł. Wytwórnia, która miała wyłożyć pieniądze, wycofała się z realizacji. Wówczas Pythonów wsparł finansowo ich wierny fan – George Harrison, były beatles. Tak powstała komedia o człowieku omyłkowo uznanym za Zbawiciela. Pythonowie drwili bezlitośnie nie z Pisma Świętego, ale ze stereotypowych wyobrażeń na temat opisanych w Biblii faktów.
Zamieszki wywołało „Ostatnie kuszenie Chrystusa” Martina Scorsese w 1988 roku. W Paryżu w ruch poszły nawet koktajle Mołotowa. Wszystko z powodu obrazu Chrystusa rozdartego między boskością a człowieczeństwem, którego Szatan kusi wizją życia u boku Magdaleny.
Pięć lat temu kij w mrowisko wsadził Mel Gibson. Jego „Pasja” dla jednych była przejmującym misterium cierpienia, dla innych spektaklem naturalistycznej przemocy, pełnym antysemickich uprzedzeń.
[i]Masz pytanie, wyślij e-mail do autora:
[mailto=r.swiatek@rp.pl]r.swiatek@rp.pl[/mail][/i]