Psy drą koty… z kotami, a te nie pozostają im dłużne. Ale wspólny wróg zmienia wzajemne nastawienie i powoduje, że dotychczasowi wrogowie wspólnie zwierają szyki.
Sequel „Psów i kotów” z 2001 r. jest parodią szpiegowskiej serii o Jamesie Bondzie – o tym świadczy już nawet sam tytuł. Pamiętamy Pussy Galore i jej latający cyrk pilotek z „Goldfingera” z 1964 r. – w dziewczynę Bonda wcieliła się wówczas bardzo atrakcyjna Angielka Honor Blackman. Czołówka „Psów i kotów” stylizowana jest na bondowską – z offu słyszymy Bette Midler śpiewającą piosenkę głosem stylizowanym na Shirley Bassey, którą można usłyszeć w trzech odcinkach przygód agenta 007 (w tym w „Goldfingerze”). Nawiązań jest zresztą więcej i mają one służyć utrzymaniu zainteresowania ekranową akcją dorosłych widzów, ale to nie wystarcza.
„Psy i koty” z pewnością będą się podobały dzieciom w wieku pięciu lat i poniżej, ale już starsi widzowie mogą się nudzić. Intryga jest bardzo cieniutka. Tytułowa Kitty Galore chce się zemścić na ludziach i psach za utratę futerka. Emitując za pomocą satelity dźwięk powodujący agresję u psów, chce, by te skierowały ją na ludzi i za karę zostały zamknięte w klatkach. Ale kotka-szpieg z tajnej organizacji MIAUK – Catherine, wie o zamiarach Kitty i usiłuje ją powstrzymać, namawiając do pomocy dwa psy – Diggsa i Butcha – oraz gołębia Szymusia.
Zwierzęcy bohaterowie są jednowymiarowi, fabuła nie wciąga, dowcipy nie bawią. Być może dlatego, że zwierzęta tu uczłowieczono, przypisując im ludzkie cechy, a nawet kazano mówić. Film zrealizowano bowiem techniką łączącą rzeczywistą akcję z efektami komputerowymi. Postaci ruszają więc szczękami i pyszczkami zupełnie jak ludzie.
To wszystko jest zbyt nużące jak na półtorej godziny projekcji.