Mistrz
reż. Paul Thomas Anderson
Mistrz
reż. Paul Thomas Anderson
USA 2012
Podatny na wpływy i zagubiony człowiek zostaje mentalnie uwiedziony przez zręcznego manipulatora mieniącego się być posiadaczem klucza do szczęścia. Przypominającego recepty podane w „The Way to Happiness" autorstwa L. Rona Hubbarda, twórcy scjentologii.
Ale „Mistrz" nie jest dramatem o niesławnej sekcie, lecz analizą relacji łączących lidera i ucznia oraz portretem powojennej Ameryki, inspirowanym jedynie postacią głośnego scjentologa. Na ekranie domorosły filozof nazywa się Lancaster Dodd, a wymyślona przez niego religia to Sprawa. Objeżdża wschodnie wybrzeże z rodziną i swoim dworem w poszukiwaniu finansowego wsparcia, szerząc wykoncypowane idee. Aż natyka się na Freddiego, wewnętrznie poszarpanego weterana II wojny, który fascynuje go jako przypadek właściwie medyczny, bo ten młody jeszcze mężczyzna cierpi na zespół stresu pourazowego. Lancaster chce go więc spektakularnie wyleczyć, by pokazywać swój triumf i chwałę. Poza tym smakuje mu jeden z alkoholowych wynalazków „pacjenta" – koktajl na bazie rozpuszczalnika. Freddie błądzi i krwawi, potyka się, upada i nieustannie balansuje na krawędzi jasnego umysłu i chorej jaźni. Ale to jemu wierzymy, a nie Lancasterowi.
Anderson odmalował na ekranie portret przywódcy sekty – cynicznego, chciwego, patologicznego kłamcy, egoisty i pozera. Szkoda tylko, że nie możemy obejrzeć upadku jego snów o potędze. Gdy rozstajemy się z bohaterami, Sprawa nie tylko nie umiera, ale jak epidemia zatacza coraz szersze kręgi, docierając na Wyspy Brytyjskie.
Dziś członkowie sekty scjentologicznej wyznają swoje bujdy-bajdy na wszystkich kontynentach. Zanim Hubbard wymyślił scjentologię, przyznał w jednej z rozmów, iż tylko stworzenie religii może go wyratować z finansowych tarapatów. By przyciągnąć członków, opracował w 1955 r. marketingowy „Projekt celebryta". Pierwszymi, którzy dali mu się wciągnąć na listę wyznawców, byli Gloria Swanson i Dave Brubeck. Dziś słynni scjentolodzy to m.in. Tom Cruise, John Travolta, Lisa Marie Presley, Kirstie Alley i Chick Corea.
Wracając do tego, co najważniejsze – filmu – uhonorowany w Wenecji Srebrnym Lwem oraz nagrodami dla najlepszych aktorów – Philipa Seymoura Hoffmana i Joaquina Phoenixa – obraz Andersona to jedno z najciekawszych kinowych doświadczeń tego roku. Hipnotyzuje formą przypominającą utwór muzyczny wypełniony silnymi emocjami, z powracającymi motywami i wątkami, wzbudza zachwyt odwagą przebadania amerykańskiej duszy, suitą na temat wykolejonych oraz pochwałą wolności i niezależności myślenia. Chyba wystarczy, by wybrać się do kina?
Na ekrany wchodzi dokument pozwalający przyjrzeć się, jak totalitaryzm oddziaływuje na zwykłych ludzi. Został ju...
Aktorstwo wymaga, by czasem wydobyć z siebie własne lęki i niepokoje – mówi „Rzeczpospolitej” Renate Reinsve uho...
Ministra kultury Marta Cienkowska zapowiedziała inaugurację Roku Andrzeja Wajdy w stulecie urodzin wybitnego art...
Znakomita edycja festiwalu berlińskiego pokazała jak ważne może dziś być bezkompromisowe spojrzenie artystów na...