Tekst z archiwum tygodnika Uważam Rze
Biegną. Coraz szybciej. Z trudem łapią oddech. Pot zrasza koszule, a twarze czerwienieją z wysiłku. Biegną. Ale nie mogą być przecież szybsi od koni – tych, których dosiadają ścigający ich NKWD-ziści. Jeden z nich sięga po pistolet. Pewnym ruchem wyszarpuje go z kabury. Celuje w piątkę biegnących tuż przed nim wieśniaków. Palec powoli zaciska się na spuście, nagle jednak nacisk się luzuje, ręka trzymająca broń się cofa, a jej właściciel rzuca siarczyste przekleństwo. Kilkanaście metrów przed nim stoi polski pogranicznik, z wycelowaną w niego lufą karabinu.