Autorka książki „Hamnet” Maggie O’Farrell i Chloe Zhao, reżyserka ekranizacji zdobyły już dużą popularność, film rozpoczął marsz po Oscary (ma już dwa Złote Globy) i można się spodziewać, że poruszając temat utraty dziecka – namiesza w głowach podobnie jak sztuczna inteligencja osobom, które każdy komunikat AI biorą za prawdę objawioną, nie sprawdzając kontekstów.
„Hamnet”: Szekspir jak Mieszko I
Tymczasem Szekspir, choć wiele jest białych plam w jego życiorysie, nie jest Mieszkiem I, którego biografię z powodu braku wiedzy historycznej wręcz trzeba fikcjonalizować. O’Farrell powołuje się na lekturę fundamentalnej biografii Szekspira pióra Stephena Greenblatta, ale czerpała z niej wybiórczo, jakby wiedziała, że złożona prawda uniemożliwi jej napisanie „wyciskacza łez”. Śmierć dziecka i żałoba rodziców są więc dla pisarki i reżyserki ważne. Ważniejsze było jednak odbiegające w wielu punktach od prawdy i ostatecznej oceny bohaterów, targanie emocjami widzów. Ważną kwestię za często składają na ołtarzu niewiarygodnego i nieuczciwego melodramatyzowania.
Zacznijmy od tego, że Szekspir miał żonę Annę Hathaway, a nie Agnes (Jessie Buckley), która w filmie jest zielarką żyjącą na łonie natury w modnym dziś stylu fantasy i ekofeminizmu (by rodzić sama wymyka się do lasu). Anna nie była jak w filmie Kopciuszkiem wychowanym przez toksyczną macochę, lecz mającą poczucie wartości kobietą, z rodziną przyzwyczajoną do jej niezależności. Rzecz kardynalna: gdy poznała Williama i zaszła z nim w ciążę, miała lat 26, on zaś niespełna 18 (gra go Paul Mescal, lat 29). W ich czasach taką kobietę jak Anna uważano za bardzo dojrzałą, by nie powiedzieć mocniej, ale to byłby już ageizm. William wedle prawa był niepełnoletni i dałoby się z tego złożyć zupełnie inną historię.
Co ważne, miłość kochanków wybuchła w czasach, gdy królowa Elżbieta I prześladowała katolików, rodzina Anny była anglikańska, a Szekspirów katolicka. Ojciec Williama, John doszedł wcześniej w Stratfordzie do urzędu szambelana odpowiedzialnego za mienie komunalne, a więc najważniejszego pośród piętnastu rajców. Utracił pozycję pewnie z powodu religijnego przewrotu. Prawo nakładało na wszystkich obowiązek pojawiania się w świątyni protestanckiej choć raz w miesiącu. John obowiązku nie dopełniał i trafił na królewską listę proskrypcyjną. Rodzina przeżyła finansowy upadek, czego przyczyną mogły też być: spadek popytu na luksusowe dobra, jakimi były rękawiczki produkowane przez ojca oraz uderzenie w handel wełną, czym John zajmował się „mniej legalnie”.